Skylar milczała przez całą drogę, wyglądając przez szybę.
Nie wiedziała gdzie jest. Mercedes mijał stare kamienice i obdrapane mury. Ta
brzydka dzielnica wyglądała przerażająco w mroku nocy. Spojrzała kątem oka na
Thresha, który skupiony na prowadzeniu samochodu, delikatnie stukał palcami w
kierownicę.
Kim jesteś?,
chciała zapytać, ale powstrzymała się. Od kiedy interesuje ją życie takich
ludzi. Walczyła ze sobą.
- Adres – nagłe słowo z ust chłopaka przerwało jej rozmyślania.
- Co? – wydukała, dopiero teraz zauważając jak nerwowo
zaciska ręce na materiale sukienki.
- Adres – powtórzył Thresh, spoglądając na nią – Chyba nie
sądzisz, że jestem GPS’em?
Blondynka oblała się rumieńcem, pierwszy raz od kilkunastu
lat. Cholera, dlaczego on budził w niej takie emocje? Podała szatynowi dane,
starając się ukryć czerwone policzki pod blond kosmykami. W końcu auto
zatrzymało się pod znajomą willą. Skylar westchnęła cicho, szczęśliwa, że
nareszcie widzi swój dom. Już miała wychodzić, kiedy odwróciła się w stronę
Thresha.
- Dziękuje – powiedziała, na co on skinął lekko głową.
Dziewczyna opuściła samochód, nie oglądając się za siebie.
Otwierając drzwi do domu, mogła usłyszeć jedynie głośny pisk opon.
- Panienka Bellamy! – krzyknęła Mary, biegnąc w stronę
dziewczyny – Martwiłam się o ciebie! – kobieta chwyciła Skylar za ręce i
zmierzyła wzrokiem – Co się stało? – wskazała palcem rozdarcie na sukience.
- To nic Mary, nie martw się – uspokoiła opiekunkę – Jeśli
pozwolisz pójdę do swojego pokoju – oznajmiła, ruszając w stronę schodów.
*
Skylar podeszła powoli do lustra. Wyglądała strasznie,
wiedziała, że nie zaprezentowała się dobrze na oczach nowego. Miała nadzieje,
że nikt w szkole nie dowie się o tym, co się wydarzyło.
- Oh – jęknęła widząc na sobie szarą bluzę Thresha. Przez to
wszystko zapomniała mu jej oddać. Sama nie wiedząc dlaczego przyłożyła materiał
do twarzy. Ubranie pachniało cytrusami, co niesamowicie spodobało się
blondynce. Po chwili otrząsnęła się, odkładając bluzę na krzesło przy biurku.
Posiadanie czyjejś rzeczy, oznaczało też, że trzeba to prędzej czy później
oddać.
Skylar czuła się brudna. Miała wrażenie, że na jej skórze
nadal znajdują się ręce Marka. Zamknęła za sobą drzwi od łazienki i wzięła
długą kąpiel.
*
W poniedziałek rano dziewczyna stanęła przed szafą, nie
mogąc się zdecydować co na siebie założyć. W końcu ubrała czarną bokserkę i
jeansową spódnicę. Wpakowała do torby bluzę Thresha i zeszła na dół. Uruchomiła
swoją komórkę, która przez całą noc była wyłączona. Spodziewała się SMS’ów od
dziewczyn, ale skrzynka pocztowa była pusta. Ze złością wepchnęła telefon do
kieszeni i narzuciła kurtkę na ramiona, poprawiając włosy.
- Sky! – krzyknęły Alice i Kelly, podbiegając do przyjaciółki
– Straciłyśmy cię z oczu wczoraj wieczorem. Gdzie byłaś?
- Ja… Wyszłam wcześniej, bo było nudno – skłamała, nadal zła
na dziewczęta za to, że nawet do niej nie napisały.
Z odległości paru metrów zobaczyła Thresha w towarzystwie
Amy. Nawet na nią nie spojrzał! Stawał się coraz bardziej tajemniczy i
interesujący.
Skylar w ogóle nie mogła się skupić na lekcjach. Nie miała
też ochoty wracać do domu, więc została w bibliotece aby odrobić lekcje. Po
dwóch godzinach nauki, wyszła z pomieszczenia i skierowała się do swojej
szafki. Przechodząc koło sali od muzyki usłyszała dźwięk fortepianu i czyjś
głos
„Cisza sprawia że jest łatwo
sprawia ze na chwilę jesteś bezpieczna
W miarę jak odchodzisz
Twoje kroki stają się głośniejsze
Wszystkim czego potrzebowałaś był czas
Ale teraz to czas nas zniszczy”
Zaczarowana
stanęła koło nieprzymkniętych drzwi i wsłuchała się w smutną muzykę i
niesamowity głos.
„To wszystko się skończy, i oto
jesteśmy
Tkwimy w tej słonej ziemi razem
Przekłujesz moje płuca
Moje kończyny drętwieją
W miarę jak moje kolory blakną
Tkwimy w tej słonej ziemi razem
Przekłujesz moje płuca
Moje kończyny drętwieją
W miarę jak moje kolory blakną
Obserwujesz jak krwawię
Obserwujesz jak krwawię”*
Obserwujesz jak krwawię”*
Czuła
jak jej a dłonie stają się chłodnę. Pragnęła zajrzeć do sali
i zobaczyć kto jest autorem piosenki. Zajrzała do wnętrza pokoju. Przy
instrumencie zobaczyła Thresha. Miał zamknięte oczy, a z jego drżących ust
wydobywał się tekst utworu.
-
Thresh – powiedziała na tyle głośno, aby on to usłyszał. Chłopak odskoczył jak
oparzony od fortepianu, przewracając przy tym krzesło stojące nieopodal.
-
Ty… - zaczął, przykładając pięść do ust – Co ty tutaj robisz Skylar?
-
To było piękne – stwierdziła krótko blondynka, kręcąc głową z niedowierzaniem –
Sam to skomponowałeś?
- Nie wydajesz się osobą, która interesuje się takimi
rzeczami. – zaśmiał się nienaturalnie.
Sky
oblała się rumieńcem. Miał rację, nigdy nie była specjalnie dobrze nastawiona
do tych spraw. Wyjęła bluzę szatyna z torby i podała mu ją.
-
Dziękuje – przejął swoją część garderoby rzucając na krzesło, które parę sekund
temu podniósł do pionu – Teraz chciałbym znać odpowiedź na pierwsze pytanie.
-
Wracałam z biblioteki i usłyszałam twój głos – oznajmiła cicho – Ten tekst… On
był taki piękny. Chciałabym poznać jego dalszą część.
Thresh
nie odpowiedział tylko usiadł z powrotem przy fortepianie, kładąc palce na
klawiszach.
-
Powiedz mi – zaczął jeżdżąc opuszkami po instrumencie – Dlaczego taka jesteś?
Dziewczyna wyprostowała się, czując jak sztywnieje. Ale typowa Skylar nie odpowiadała na pytania - to ona je zadawała.
- Nie muszę ci niczego mówić - podniosła głos, unosząc dumnie głowę - Zresztą już idę - odrzuciła włosy do tyłu i odwracając się na pięcie. Opuściła salę od muzyki, po czym trzasnęła drzwiami na znak swojej złości o obojętności.
Już miała wyjść z budynku, gdy ktoś ją zatrzymał.
- Skylar, musimy porozmawiać - pani Jennis, jej wychowawczyni położyła jej dłoń na ramieniu - Nie śpieszysz się nigdzie, mam nadzieję?
- Nie - wystękała dziewczyna, przeklinając w duchu.
Udały się razem do klasy matematycznej - tego zresztą przedmiotu nauczała ta kobieta. Sky nigdy nie lubiła matematyki i nie umiała sobie z nią poradzić. Usiadła na przeciwko nauczycielki, która złączyła ręce na biurku i westchnęła.
- Zauważyłam, że ostatnio masz problemy z fizyką i matematyką - zaczęła wpatrując się w blondynkę swoimi zielonymi oczami - Co mamy z tobą teraz zrobić, Skylar? To bardzo ważne przedmioty - nie czekając na odpowiedź, otworzyła jakiś zeszyt i zaczęła jeździć palcem po liście - Może korepetycje?
- W porządku - odpowiedziała nastolatka chcąc mieć jak najszybciej tę rozmowę za sobą.
- Dobrze - odetchnęła nauczycielka, jakby stresowała ją ta cała rozmowa - W takim razie lekcje masz we wtorki, środy i piątki, po siódmej lekcji w klasie numer 14, od muzyki.
- Prywatne? - wydusiła Sky, zaciskając palce na kolanie.
- Tak, zrobię wszystko abyś poprawiła się w nauce. Jestem pewna, że nasz korepetytor poradzi sobie z tym zadaniem. A teraz żegnam cię, bo mam jeszcze parę spraw na głowie.
- Do widzenia - Skylar wyszła z klasy i natychmiast udała się do limuzyny. Była wściekła, że będzie musiała poświęcać trzy popołudnia na dodatkową naukę. W dodatku to wszystko zaczynało się już jutro w ostatni dzień przed weekendem. Ale wtedy zorientowała się, że nawet nie wie kto będzie udzielał jej lekcji...
- Muszę, bo jeszcze mnie obleją - Sky naciągnęła na siebie koszulkę.
- Nie wiesz kto to będzie prawda? Ten korepetytor? - Kelly uśmiechnęła się zadziornie - Prywatna lekcja, sami. Możesz go nieźle zbajerować - dodała związując włosy gumką.
- W sumie - zaśmiała się blondynka - Idziemy! - krzyknęła do wszystkich dziewcząt, które już czekały na początek treningu,
Wszystkie siedem lekcji zleciało o dziwo szybko i bez żadnych kartkówek. Skylar z ociąganiem udała się do sali numer 14, gdzie miał na nią czekać 'nauczyciel'. Weszła wyluzowana do pomieszczenia i rzuciła swoją torbę na jedną z ławek. Na krześle, przy biurku siedział jakiś chłopak, przeglądający pliki kartek.
- Thresh?! - krzyknęła zaskoczona dziewczyna.
Dziewczyna wyprostowała się, czując jak sztywnieje. Ale typowa Skylar nie odpowiadała na pytania - to ona je zadawała.
- Nie muszę ci niczego mówić - podniosła głos, unosząc dumnie głowę - Zresztą już idę - odrzuciła włosy do tyłu i odwracając się na pięcie. Opuściła salę od muzyki, po czym trzasnęła drzwiami na znak swojej złości o obojętności.
Już miała wyjść z budynku, gdy ktoś ją zatrzymał.
- Skylar, musimy porozmawiać - pani Jennis, jej wychowawczyni położyła jej dłoń na ramieniu - Nie śpieszysz się nigdzie, mam nadzieję?
- Nie - wystękała dziewczyna, przeklinając w duchu.
Udały się razem do klasy matematycznej - tego zresztą przedmiotu nauczała ta kobieta. Sky nigdy nie lubiła matematyki i nie umiała sobie z nią poradzić. Usiadła na przeciwko nauczycielki, która złączyła ręce na biurku i westchnęła.
- Zauważyłam, że ostatnio masz problemy z fizyką i matematyką - zaczęła wpatrując się w blondynkę swoimi zielonymi oczami - Co mamy z tobą teraz zrobić, Skylar? To bardzo ważne przedmioty - nie czekając na odpowiedź, otworzyła jakiś zeszyt i zaczęła jeździć palcem po liście - Może korepetycje?
- W porządku - odpowiedziała nastolatka chcąc mieć jak najszybciej tę rozmowę za sobą.
- Dobrze - odetchnęła nauczycielka, jakby stresowała ją ta cała rozmowa - W takim razie lekcje masz we wtorki, środy i piątki, po siódmej lekcji w klasie numer 14, od muzyki.
- Prywatne? - wydusiła Sky, zaciskając palce na kolanie.
- Tak, zrobię wszystko abyś poprawiła się w nauce. Jestem pewna, że nasz korepetytor poradzi sobie z tym zadaniem. A teraz żegnam cię, bo mam jeszcze parę spraw na głowie.
- Do widzenia - Skylar wyszła z klasy i natychmiast udała się do limuzyny. Była wściekła, że będzie musiała poświęcać trzy popołudnia na dodatkową naukę. W dodatku to wszystko zaczynało się już jutro w ostatni dzień przed weekendem. Ale wtedy zorientowała się, że nawet nie wie kto będzie udzielał jej lekcji...
*
- I naprawdę musisz tam iść? - zapytała zawiedziona Alice, kiedy razem z przyjaciółkami przebierały się na trening.- Muszę, bo jeszcze mnie obleją - Sky naciągnęła na siebie koszulkę.
- Nie wiesz kto to będzie prawda? Ten korepetytor? - Kelly uśmiechnęła się zadziornie - Prywatna lekcja, sami. Możesz go nieźle zbajerować - dodała związując włosy gumką.
- W sumie - zaśmiała się blondynka - Idziemy! - krzyknęła do wszystkich dziewcząt, które już czekały na początek treningu,
Wszystkie siedem lekcji zleciało o dziwo szybko i bez żadnych kartkówek. Skylar z ociąganiem udała się do sali numer 14, gdzie miał na nią czekać 'nauczyciel'. Weszła wyluzowana do pomieszczenia i rzuciła swoją torbę na jedną z ławek. Na krześle, przy biurku siedział jakiś chłopak, przeglądający pliki kartek.
- Thresh?! - krzyknęła zaskoczona dziewczyna.
Ha ha ! wiedziałam ,ze to będzie on.
OdpowiedzUsuńJejku wreszcie doczekałam się nexta ;3
Teraz czekam na kolejny mała ;*
Wow. Dawno nie pisałaś :) Pomimo tego, ze padam na twarz, to ten rozdział całkiem fajnie się czytało. Nie mam się czego przyczepić, co należy do rzadkości!
OdpowiedzUsuńI czekam na nexta :)
Świetne. Naprawdę :). I wiedziałam, że to będzie on! :D
OdpowiedzUsuń