Każdy pragnie wolności...

niedziela, 24 listopada 2013

Część 4 - Dominik

* środa *
Ostatni wieczór był dla Dominika czymś wyjątkowym. Nie potrafił opisać uczuć, które wstrząsnęły nim gdy wreszcie pocałował Kubę. W końcu poznał szczęście, którego nie potrafił znaleźć przez tych parę lat. Była 3:00 w nocy, a on nie mógł zasnąć, jak zawsze gdy był podekscytowany - a nie zdarzało się to często. Po chwili usłyszał dźwięk przychodzącego SMS'a. Zapalił lampkę nocną i zamykając oczy przed rażącym światłem, wyszukał ręką telefon na półce. Kiedy wreszcie oswoił się z jasnością, otworzył wiadomość.
Też nie możesz spać? K.
Dominik uśmiechnął się do ekranu komórki i zaczął odpisywać na wiadomość. Czy Kuba też o nim myślał?
Skąd wiedziałeś? D.
Wysłał, po czym wsunął dłoń pod poduszkę, spod której wygrzebał słuchawki. Chciał posłuchać czegoś specjalnego.
Chcę cię zobaczyć. K.
I znowu te motylki w brzuchu, nad którymi nie potrafił zapanować. Miał ochotę krzyczeć z radości, ale świadomość, że rodzice są w pokoju obok doprowadziła go do porządku.
Rodzice... Oni nigdy nie akceptowali związków homoseksualnych. Dominik był pewny, że gdyby jego ojciec się dowiedział wyrzuciłby go z domu albo posłał do szpitala psychiatrycznego, a matka by się załamała. Musiał być ostrożny, ale nawet gdyby to jego rodziców i tak nigdy nie ma w domu, taka była prawda.
Chłopak już w dzieciństwie czuł się bardzo samotny i onieśmielony. Inne dzieciaki nie chciały się z nim bawić a nawet go wyśmiewały. Wiele razy zamiast ganiać się z innymi chłopakami, on samotnie huśtał się na huśtawce albo siedział na ławce obserwując innych. Mimo różnych rozmów z 'przedszkolankami' i nauczycielkami nie potrafił się przed kimś naprawdę otworzyć.
Do dziś doskonale pamiętał jedną z wielu sytuacji w podstawówce. W połowie roku szkolnego, posadzono obok niego nowego ucznia. Szesnastolatek nie przypominał sobie jego imienia ani nawet skąd przyjechał. W każdym razie chłopak ten nie był lubiany.  Dominik wiele razy chciał do niego zagadać, ale nie miał odwagi. Na przerwie inni chłopcy dokuczali mu i podstawiali nogi, zaś na lekcji dostawał papierkami w głowę. Co więcej dziewczynkom również zdarzało się plotkować.
Był moment, że jakieś dzieci rzucały w tego chłopaka kamieniami. Wtedy Dominik się za nim wstawił i sam dostał czymś ostrym w policzek. Na szczęście nie mocno i pojawiła się nauczycielka. Nowy podziękował Dominikowi, po czym zadzwonił dzwonek. Przez resztę dnia chłopcy trochę się poznali.
Szesnastolatek nadal potrafił przypomnieć sobie tę dumę, która zagościła w jego sercu. Co się okazało następnego dnia? Nowy kolega go wystawił. Razem z innymi śmiał się z Dominika i krytykował za każdą rzecz. W jego oczach nie było cienia współczucia. Szybko zapomniał o tym co zrobił dla niego Dominik.
Szesnastolatek poczuł łzy w oczach, ale szybko je otarł.
Zapomnij o tym, nakazał sobie i przytulił kołdrę do twarzy.
Dziwił się, że jeszcze trochę wierzył w ludzi. Przynajmniej w Kubę, bo on go rozumiał. Świadomość, że musi czekać aż do piątku, aby się z nim spotkać, doprowadzała go do rozpaczy. Trzy dni szkoły i weekend. Chyba wszyscy uwielbiali te piękne, wolne dni, nawet jeśli trzeba było odrabiać lekcje czy pisać raport.

Dominik popisał jeszcze chwilę z Kubą, aż dostał wiadomość.
Nie chce abyś był niewyspany, dobranoc :* K.
I mógł spać spokojnie. Pragnął aby męczące dni minęły jak najszybciej.


Droga do szkoły mijała jak zwykle spokojnie i leniwie. Te same domy, drzewa i latarnie. Budynek szkoły. Ciężki wdech. Przekroczenie bramy. Idziesz do piekła.
Dominik siłował się z butem, choć było już dawno po dzwonku, jemu się nie śpieszyło. Po za tym w szatni przeważnie zawsze było tak spokojnie w czasie lekcji. Nagle usłyszał kroki. To prawdopodobnie woźna zamierzała pozamykać wszystkie stalowe kraty, aby nikomu nie zachciało się wymknąć na wagary.
Szesnastolatek szybko opuścił pomieszczenie i dotarł do klasy biologii. Nauczycielka o nic nie pytała, tylko odhaczyła spóźnienie na liście.
Chwilę potem ktoś zapukał do drzwi. Pani Kwiatkowska musiała być tym naprawdę zmęczona, bo zrezygnowanym tonem oznajmiła 'proszę'. Do klasy wkroczyła Gabriela, trzymając w rękach plik kartek. Zaczęła ogłaszać jakieś informacje, które wyraźnie nie zainteresowały uczniów, ale jednak była to chwila kiedy zleciały kolejne sekundy lekcji.
- Do widzenia - powiedziała, opuszczając klasę, ale wcześniej posłała do Dominika lekki uśmiech. Nastolatek miał nadzieje, że nikt tego nie widział. Udawał zainteresowanie słowami nauczycielki o najczęstszych chorobach człowieka.
Po biologii przemieszczał się do innej klasy.
- Hej - usłyszał dziewczęcy głos. Gabrysia stała przed nim z tymi samymi kartkami w ręku - Wiesz może... - zaczęła, ale  nie dane było jej dokończyć, bo Dominik wciągnął ją do schowka woźnej - Wszystko ok?
- Tak - skrzywił się przy słabym świetle żarówki chłopak - O co chodzi?
- Wiesz może gdzie ma teraz klasa C? Kompletnie nie mogę jej znaleźć - zapytała trochę zdziwiona dziewczyna.
- Hala - odparł szybko szesnastolatek. Musiał jak najszybciej skończyć tą rozmowę, zanim ktoś się zorientuje, że się znają - To pa! - rzucił i prędko opuścił pomieszczenie.
- Dominik! - krzyknęła blondynka, wybiegając, ale chłopak już zniknął za zakrętem.

Na piątej przerwie mógł wreszcie odsapnąć i szybko powtórzyć temat przed kartkówką z fizyki. Tym czasem, po otworzeniu podręcznika i przeczytaniu paru linijek tekstu, poczuł wibracje komórki.
Jak tam? Mam właśnie przerwę od nauki, babka poszła po kawę, więc jest chwila spokoju. K.
I znowu nauka w domu. Dominik tak bardzo zazdrościł Kubie i nie widział jak dałby radę przekonać rodziców na coś takiego.
Wszystko OK. Powtarzam temat, zaraz kartkówka. D.
Napisał zgodnie z prawdą. No prawie, bo jego myśli podczas czytania definicji były zupełnie gdzie indziej.
Nie przeszkadzam. Pogadamy później. K.
Dominik był trochę zawiedziony, ale faktycznie musiał się skupić na nauce chociaż znał ten temat, wolał go porządnie przeczytać.

*wieczorem*
Kuba i Dominik przeszli na rozmowę telefoniczną. Umówili się na piątek na basen. Oboje byli wyraźnie podekscytowani. Dominik już dawno nie był na basenie i martwił się o swoją umiejętność pływania. Szybko się opamiętał. Takich rzeczy trudno zapomnieć, więc wszystko pójdzie dobrze.

W piątkowe popołudnie zaczął się pakować. Wiedział, że było wcześnie, ale i tak chciał być przygotowany - w końcu musiał znaleźć swoje kąpielówki na dnie szuflady...
Martwił się nawet za bardzo. Ciągle spoglądał na zegarek, bał się, że przyjdzie za późno na przystanek albo, że zmienią rozkład jazdy. Na całe szczęście jego zmartwienia były zbędne, bo punktualnie pojawił się przed pływalnią. Godzina 19:45. Kuba pojawił się w tym samym momencie co on.
- Cześć Dominik - przywitał się, poprawiając torbę na ramieniu i uśmiechając się szeroko. Jego niebieskie oczy wesoło świeciły, można w nich było zobaczyć maleńkie iskierki.
- Hej - odparł szesnastolatek cicho. Znowu czuł się trochę onieśmielony. Nie miał pojęcia jak się z nim przywitać. Przybić piątkę? Przytulić?
Totalna pustka w głowie.
- Chodźmy - ruszyli do wejścia. Przy szatni oddali kurtki i zmienili buty. Potem zakupili 'wstęp' i wkroczyli do przebieralni. Dostali szafki obok siebie. Kuba zaczął się rozbierać, najwidoczniej zrobił tak jak Dominik i już wcześniej założył kąpielówki aby nie mieć potem na głowie przebierania.
Dominik wbił wzrok w jego nagie plecy i delikatnie przegryzł wargę.
Oprócz nich w szatni był tylko jakiś starszy pan, który powoli przygotowywał się do wyjścia.
Kuba był jeszcze chudszy niż mu się wydawało. Ubrania potrafiły wiele ukryć, w tym niedowagę.
- Co jest? - zapytał w końcu już przebrany Kuba. Wpatrywał się nieśmiało w Dominika. W końcu ten również się przebrał i udali się na basen. Ludzi było naprawdę mało. O tej porze odbywały się zajęcia z aerobiku dla starszych pań, więc praktycznie ten basen sięgający do 1.20 metrów był pusty nie licząc jakiejś pary w bąbelkach.
Chłopcy rozluźnili się i po chwili nurkowali, łapiąc się za kostki i chlapiąc wodą. Byli również na zjeżdżalni i w jacuzzi. Ta godzina minęła naprawdę miło, sprawiając, że cały stres z pięciu roboczych dni się ulotnił.
Z żalem opuścili teren basenu i poszli pod prysznice. Dominik czuł się trochę nieswojo, bo w końcu byli tutaj zupełnie sami. Nie każdy wraca z pływalni po 21:00.
Po paru minutach, poczuł czyjeś palce na ramieniu, które delikatnie schodziły w dół kręgosłupa. Kuba przytulił go pod strumieniem gorącej wody. Przyjemne dreszcze ogarnęły ich ciała. Mogli zostać w tej pozycji na zawsze. Usta również weszły w ruch, dając dodatkową porcję magii i przyjemności. Dominik stwierdził, że uwielbia sposób w jaki dotyka go Kuba. Kochał sposób w jaki jego opuszki badały każdy centymetr ciała. Jego pocałunki były trochę niepewne, jakby bał się odrzucenia, ale z każdym więcej stawały się pewniejsze i głębsze.
W końcu oderwali się od siebie, a woda przestała lecieć.
- Musimy się zbierać - jęknął Dominik w usta Kubu i przejechał palcami po jego nagim torsie.
- Myślisz, że będziemy musieli dopłacić, jeśli zostaniemy troszkę dłużej? - chłopak zamknął oczy pod wpływem rozkoszy i odgarnął głowę do tyłu.
Dominik zaśmiał się, po czym oboje opuścili prysznic.

Pół godziny później siedzieli w ogrodzie jednego z pobliskich barów. Mimo lekkiego chłodu panującego na dworzu chłopcy czerpali przyjemność z rześkiego, wieczornego powietrza. Oboje popijali gorącą czekoladę z bitą śmietaną i rozmawiali o ostatnich dniach. Omijali temat dzisiejszego basenu, zwłaszcza ostatnich chwil pod gorącym strumieniem wody.
- Jesteś bardzo szczupły Kuba - zauważył cicho Dominik, zwracając wzrok ku niebieskim tęczówkom swojego towarzysza - Wszystko w porządku? Masz w domu jedzenie?
Niebieskooki przez chwilę nie odpowiadał, tylko wpatrywał się w kubek w gorącym napojem.
- Wszytko ok. Taka moja natura - uśmiechnął się serdecznie, choć w jego oczach dało się zauważyć lekki smutek - Dziękuje za troskę.
- Kocham Cię - dodał szeptem Dominik, odwracając głowę w kierunku widoku na miasto - To normalne.
Troska. Miłe było poznanie tego słowa dla szesnastolatka. Może nie znali się długo z Kubą, ale on był pewny, że go kocha. Dałby się dla niego zabić, zrobiłby dosłownie wszystko. 
- Ja też cię kocham - odparł ciepło Kuba, który nagle zjawił się w kuckach przy jego krześle - Jesteś najlepszą rzeczą jaka mnie spotkała do tej pory. Cieszę się, że jestem tu, w Warszawie.
Ta scena była bardzo podobna do jednej z książek które czytał. Miłość zawsze była dla niego czymś pięknym, niesamowitym, ale nieosiągalnym. Nie pomyślałby, że nagle może zapukać do jego drzwi.
Przypomniał sobie, że wziął aparat. Ku zdziwieniu Kuby wyjął go z plecaka i zrobił parę zdjęć chłopakowi.
- Jesteś cudowny - wyszeptał, kładąc sprzęt na stoliku.
Kuba objął Dominika w pasie i zanurzył twarz w jego szyi. To zabawne, że jej kształt idealnie tam pasował, tworząc uścisk piękniejszym...
_______________________________________
Dziękuje za ostatnie komentarze pod notką, które pojawiły się bardzo szybko <3 Kocham was
Mam nadzieje, że ta część przypadnie komuś do gustu, bo jest dla mnie naprawdę ważna.
Wszelkie uwagi w komentarzach, przepraszam za błędy.
PS. Jak myślicie, co się dzieje z Kubą?


niedziela, 10 listopada 2013

Część 3 - Skylar

Skylar milczała przez całą drogę, wyglądając przez szybę. Nie wiedziała gdzie jest. Mercedes mijał stare kamienice i obdrapane mury. Ta brzydka dzielnica wyglądała przerażająco w mroku nocy. Spojrzała kątem oka na Thresha, który skupiony na prowadzeniu samochodu, delikatnie stukał palcami w kierownicę.
Kim jesteś?, chciała zapytać, ale powstrzymała się. Od kiedy interesuje ją życie takich ludzi. Walczyła ze sobą.
- Adres – nagłe słowo z ust chłopaka przerwało jej rozmyślania.
- Co? – wydukała, dopiero teraz zauważając jak nerwowo zaciska ręce na materiale sukienki.
- Adres – powtórzył Thresh, spoglądając na nią – Chyba nie sądzisz, że jestem GPS’em?
Blondynka oblała się rumieńcem, pierwszy raz od kilkunastu lat. Cholera, dlaczego on budził w niej takie emocje? Podała szatynowi dane, starając się ukryć czerwone policzki pod blond kosmykami. W końcu auto zatrzymało się pod znajomą willą. Skylar westchnęła cicho, szczęśliwa, że nareszcie widzi swój dom. Już miała wychodzić, kiedy odwróciła się w stronę Thresha.
- Dziękuje – powiedziała, na co on skinął lekko głową.
Dziewczyna opuściła samochód, nie oglądając się za siebie. Otwierając drzwi do domu, mogła usłyszeć jedynie głośny pisk opon.

- Panienka Bellamy! – krzyknęła Mary, biegnąc w stronę dziewczyny – Martwiłam się o ciebie! – kobieta chwyciła Skylar za ręce i zmierzyła wzrokiem – Co się stało? – wskazała palcem rozdarcie na sukience.
- To nic Mary, nie martw się – uspokoiła opiekunkę – Jeśli pozwolisz pójdę do swojego pokoju – oznajmiła, ruszając w stronę schodów.
                                                                                              *
Skylar podeszła powoli do lustra. Wyglądała strasznie, wiedziała, że nie zaprezentowała się dobrze na oczach nowego. Miała nadzieje, że nikt w szkole nie dowie się o tym, co się wydarzyło.
- Oh – jęknęła widząc na sobie szarą bluzę Thresha. Przez to wszystko zapomniała mu jej oddać. Sama nie wiedząc dlaczego przyłożyła materiał do twarzy. Ubranie pachniało cytrusami, co niesamowicie spodobało się blondynce. Po chwili otrząsnęła się, odkładając bluzę na krzesło przy biurku. Posiadanie czyjejś rzeczy, oznaczało też, że trzeba to prędzej czy później oddać.
Skylar czuła się brudna. Miała wrażenie, że na jej skórze nadal znajdują się ręce Marka. Zamknęła za sobą drzwi od łazienki i wzięła długą kąpiel.
                                                                                              *
W poniedziałek rano dziewczyna stanęła przed szafą, nie mogąc się zdecydować co na siebie założyć. W końcu ubrała czarną bokserkę i jeansową spódnicę. Wpakowała do torby bluzę Thresha i zeszła na dół. Uruchomiła swoją komórkę, która przez całą noc była wyłączona. Spodziewała się SMS’ów od dziewczyn, ale skrzynka pocztowa była pusta. Ze złością wepchnęła telefon do kieszeni i narzuciła kurtkę na ramiona, poprawiając włosy.

- Sky! – krzyknęły Alice i Kelly, podbiegając do przyjaciółki – Straciłyśmy cię z oczu wczoraj wieczorem. Gdzie byłaś?
- Ja… Wyszłam wcześniej, bo było nudno – skłamała, nadal zła na dziewczęta za to, że nawet do niej nie napisały.
Z odległości paru metrów zobaczyła Thresha w towarzystwie Amy. Nawet na nią nie spojrzał! Stawał się coraz bardziej tajemniczy i interesujący.
Skylar w ogóle nie mogła się skupić na lekcjach. Nie miała też ochoty wracać do domu, więc została w bibliotece aby odrobić lekcje. Po dwóch godzinach nauki, wyszła z pomieszczenia i skierowała się do swojej szafki. Przechodząc koło sali od muzyki usłyszała dźwięk fortepianu i czyjś głos

„Cisza sprawia że jest łatwo
sprawia ze na chwilę jesteś bezpieczna
W miarę jak odchodzisz
Twoje kroki stają się głośniejsze
Wszystkim czego potrzebowałaś był czas
Ale teraz to czas nas zniszczy”
Zaczarowana stanęła koło nieprzymkniętych drzwi i wsłuchała się w smutną muzykę i niesamowity głos.
„To wszystko się skończy, i oto jesteśmy
Tkwimy w tej słonej ziemi razem
Przekłujesz moje płuca
Moje kończyny drętwieją
W miarę jak moje kolory blakną
Obserwujesz jak krwawię
Obserwujesz jak krwawię”*
Czuła jak jej a dłonie stają się chłodnę. Pragnęła zajrzeć do sali i zobaczyć kto jest autorem piosenki. Zajrzała do wnętrza pokoju. Przy instrumencie zobaczyła Thresha. Miał zamknięte oczy, a z jego drżących ust wydobywał się tekst utworu.
- Thresh – powiedziała na tyle głośno, aby on to usłyszał. Chłopak odskoczył jak oparzony od fortepianu, przewracając przy tym krzesło stojące nieopodal.
- Ty… - zaczął, przykładając pięść do ust – Co ty tutaj robisz Skylar?
- To było piękne – stwierdziła krótko blondynka, kręcąc głową z niedowierzaniem – Sam to skomponowałeś?
- Nie wydajesz się osobą, która interesuje się takimi rzeczami. – zaśmiał się nienaturalnie.
Sky oblała się rumieńcem. Miał rację, nigdy nie była specjalnie dobrze nastawiona do tych spraw. Wyjęła bluzę szatyna z torby i podała mu ją.
- Dziękuje – przejął swoją część garderoby rzucając na krzesło, które parę sekund temu podniósł do pionu – Teraz chciałbym znać odpowiedź na pierwsze pytanie.
- Wracałam z biblioteki i usłyszałam twój głos – oznajmiła cicho – Ten tekst… On był taki piękny. Chciałabym poznać jego dalszą część.
Thresh nie odpowiedział tylko usiadł z powrotem przy fortepianie, kładąc palce na klawiszach.
- Powiedz mi – zaczął jeżdżąc opuszkami po instrumencie – Dlaczego taka jesteś?
Dziewczyna wyprostowała się, czując jak sztywnieje. Ale typowa Skylar nie odpowiadała na pytania - to ona je zadawała.
- Nie muszę ci niczego mówić - podniosła głos, unosząc dumnie głowę - Zresztą już idę - odrzuciła włosy do tyłu i odwracając się na pięcie. Opuściła salę od muzyki, po czym trzasnęła drzwiami na znak swojej złości o obojętności.
Już miała wyjść z budynku, gdy ktoś ją zatrzymał.
- Skylar, musimy porozmawiać - pani Jennis, jej wychowawczyni położyła jej dłoń na ramieniu - Nie śpieszysz się nigdzie, mam nadzieję?
- Nie - wystękała dziewczyna, przeklinając w duchu.
Udały się razem do klasy matematycznej - tego zresztą przedmiotu nauczała ta kobieta. Sky nigdy nie lubiła matematyki i nie umiała sobie z nią poradzić. Usiadła na przeciwko nauczycielki, która złączyła ręce na biurku i westchnęła.
- Zauważyłam, że ostatnio masz problemy z fizyką i matematyką - zaczęła wpatrując się w blondynkę swoimi zielonymi oczami - Co mamy z tobą teraz zrobić, Skylar? To bardzo ważne przedmioty - nie czekając na odpowiedź, otworzyła jakiś zeszyt i zaczęła jeździć palcem po liście - Może korepetycje?
- W porządku - odpowiedziała nastolatka chcąc mieć jak najszybciej tę rozmowę za sobą.
- Dobrze - odetchnęła nauczycielka, jakby stresowała ją ta cała rozmowa - W takim razie lekcje masz we wtorki, środy i piątki, po siódmej lekcji w klasie numer 14, od muzyki.
- Prywatne? - wydusiła Sky, zaciskając palce na kolanie.
- Tak, zrobię wszystko abyś poprawiła się w nauce. Jestem pewna, że nasz korepetytor poradzi sobie z tym zadaniem. A teraz żegnam cię, bo mam jeszcze parę spraw na głowie.
- Do widzenia - Skylar wyszła z klasy i natychmiast udała się do limuzyny. Była wściekła, że będzie musiała poświęcać trzy popołudnia na dodatkową naukę. W dodatku to wszystko zaczynało się już jutro w ostatni dzień przed weekendem. Ale wtedy zorientowała się, że nawet nie wie kto będzie udzielał jej lekcji...
*
- I naprawdę musisz tam iść? - zapytała zawiedziona Alice, kiedy razem z przyjaciółkami przebierały się na trening.
- Muszę, bo jeszcze mnie obleją - Sky naciągnęła na siebie koszulkę.
- Nie wiesz kto to będzie prawda? Ten korepetytor? - Kelly uśmiechnęła się zadziornie - Prywatna lekcja, sami. Możesz go nieźle zbajerować - dodała związując włosy gumką.
- W sumie - zaśmiała się blondynka - Idziemy! - krzyknęła do wszystkich dziewcząt, które już czekały na początek treningu,

Wszystkie siedem lekcji zleciało o dziwo szybko i bez żadnych kartkówek. Skylar z ociąganiem udała się do sali numer 14, gdzie miał na nią czekać 'nauczyciel'. Weszła wyluzowana do pomieszczenia i rzuciła swoją torbę na jedną z ławek. Na krześle, przy biurku siedział jakiś chłopak, przeglądający pliki kartek.
- Thresh?! - krzyknęła zaskoczona dziewczyna.