Każdy pragnie wolności...

piątek, 3 maja 2013

Część 1 - Dominik

"To, jaki styl życia ludzie wybierają i w kim się zakochują, nigdy nie powinno być kwestionowane przez innych."
Sarah  Addison Allen (książka Słodki Zapach Brzoskwiń)   

Czarnowłosy szesnastolatek zarzucił plecak na ramię. Wziął książkę w rękę i jako ostatni wyszedł z klasy, na początku zmywając tablicę. Poszedł wolnym krokiem do szatni. Miał chichą nadzieję, że Ci trzej; Robert, Łukasz i Przemek, już poszli do domów. Wkroczył do pomieszczenia, które mieściło się w szkolnych piwnicach. Tak chyba było w każdej polskiej szkole. Podniósł swoją ciemny płaszcz, leżący na podłodze. Były na nim ślady stóp. Buty też jak zwykle się gdzieś zapodziały, więc musiał ich szukać przez następne 15 minut.
Westchnął ciężko i niespokojnie, stojąc przed budynkiem i rozglądając się. Była już następna lekcja, więc na placu było pusto. Skręcił na tyły, bo tam było wyjście. Nagle ktoś popchnął go do przodu. Ledwo utrzymał równowagę. Przycisnął książkę do piersi. Dobrze wiedział kto za nim stał. Robert. Wysoki szatyn o zielonych oczach, nie znający litości, ani współczucia. Z cienia wyszli także jego dwaj najlepsi kumple: Łukasz – rudy, brązowe oczy, postrach osiedla; oraz Przemek – niski blondyn o nieprzyjemnym wyrazie twarzy, który jednak potrafił dokopać.
Rudy pociągnął go do tyłu i szarpnął za koszulkę, zaś blondyn wyrwał książkę, wbijając paznokcie w miękką okładkę.
- I co emo - pedale? – zaśmiał się Robert, rzucając mu pełne nienawiści spojrzenie.
Gardził osobami nie potrafiącymi sobie radzić. Nie przegapiłby żadnej okazji aby móc poznęcać się nad innymi, a Łapiński był jego ulubioną zabawką i obiektem dręczenia.
- Puść mnie – powiedział, starając się zachować spokój Dominik; choć w środku piersi serce łomotało mu jak szalone – Zostaw mnie w spokoju.
Bał się komukolwiek powiedzieć o tym co się dzieję, prawie jak każdy nękany. Wtedy Robert mógłby zniszczyć do końca jego życie. Wiedział, że powinien to zgłosić, ale zawsze tchórzył.
- Pamiętnik Narkomanki? – zaśmiał się głupio Łukasz, podrzucając książkę – Co kochasiu, znalazłeś sobie lalunie w podobnej sytuacji? A może wolisz chłopców?
Dominik zadrżał kiedy jego plecak wylądował na ziemi i był kilkukrotnie kopany.
Wtedy, niespodziewanie kopnął trzymającego go napastnika w kolano i odepchnął go od siebie. Robert był w szoku, jednak szybko złapał chłopaka i uderzył z pięści w twarz, dając dodatkowo kilka kopnięć w brzuch. Szesnastolatek kulił się na asfalcie, trzymając ręce na brzuchu. Poczuł w ustach smak krwi, która ściekała również po jego policzku i czole. Przemek ostatni raz kopnął jego plecak, a potem odszedł razem z pozostałymi.
- Emo – frajer.
Czarnooki podniósł się dopiero po paru minutach, kiedy ból trochę ustąpił. Otrzepał się z kurzu. Pozbierał książki i pliki kartek do plecaka oraz podniósł Pamiętnik Narkomanki. Pogłaskał czule okładkę i starając się powstrzymać łzy, napływające do jego dużych, pięknych, czarnych oczu. Ruszył ku bramie, owijając się ręką wokół pasa.
                                                                                         *
Wieczorem, gdy jego rodzice wrócili do domu, zamknął się w pokoju, aby nie zobaczyli wielkiej, fioletowej plamy pod jego okiem, potocznie zwanej „śliwą”.
Pokój był dosyć skromny. Jednoosobowe łóżko, z czarnego drewna, szafa i biurko w podobnych kolorach. Na ścianach wisiały różne zdjęcia. Łapiński lubił fotografować przyrodę i ludzi. To sprawiało mu taką samą przyjemność jak obserwowania ich. Duże okno, a pod nim kozetka z czarnym okryciem i poduszkami. Za szybą było rozłożyste drzewo, którego nazwy nie znał, a potem ulica, którą musiał prawie codziennie pokonywać do szkoły. Nie miał złych ocen, był nienagannym uczniem, jednakże chodzenie do tego budynku, nie sprawiało mu najmniejszej przyjemności. Po co mu to, skoro nie ma przyjaciół, kolegów, zaś dręczycieli i nienawistnych nastolatków, którzy nie akceptują innych?
- Dominik! – krzyknęła jego mama, sekretarka w biurze – Obiad!
Chłopak zaniepokoił się. Podniósł koszulkę pod którą kryły się siniaki i opuchnięta skóra. Westchnął.
- Nie jestem głodny – odkrzyknął opuszczając koszulkę i zamykając czytaną lekturę.
- Chodź tu natychmiast. Mam zawołać ojca? – Czarnowłosy westchnął ponownie i zakładając bluzę podszedł do lustra.
Długą, czarną grzywką zakrył oko i zbiegł pod schodach na dół. Usiadł posłusznie przy stole, wbijając wzrok w talerz. Tymczasem pani Łapińska postawiła na stole późny obiad, czyli kurczaka, ziemniaki i surówkę. Dominik nalał sobie soku jabłkowego do szklanki i upił łyk. Wkrótce pojawił się również pan Łapiński, biznesmen. Jedli w spokoju, nie odzywając się do siebie. Szesnastolatek milczał, grzebiąc widelcem w ziemniakach. Matka zauważyła to i zaczęła.
- Synku, wszystko w porządku? Nic nie mówisz – pominęła fakt, że chłopak zawsze nie odzywa się podczas posiłków – Powinieneś się wybrać do fryzjera, jak ty wyglądasz?
Przejechała rękę po jego włosach, odgarniając grzywkę, na co czarnooki odskoczył jak oparzony. Na jego twarzy widniał brzydki, purpurowy siniec. Kobieta wstała i wzięła jego twarz w dłonie, mimo tego, że nastolatek się wyrywał, pokazując niechęć. Jej mąż również przerwał jedzenie. W końcu poddał się.
- Dominik, biłeś się? – spytała karcąco – Kto Ci to zrobił, powiedz a…
- Wpadłem na słup – odpowiedział, pierwszą rzecz, która wpadła mi do głowy. Dopiero po chwili uświadomił sobie jak głupio to brzmi.
- Znowu czytałeś książkę, idąc? – spytał jego ojciec niezadowolony, z fascynacji czytelniczej syna.
-  Tak jakby – skrzywił się. Od tego gwałtownego ruchu zaczęły boleć go rany na brzuchu.
- Uważaj bardziej, proszę – pani Łapińska pogłaskała go po ramieniu. Odsunął się i usiadł. Dokończyli obiad tak jak go zaczęli.
- Jutro musimy gdzieś iść synu. Nie będzie nas do 17:00.
Stojąc pod prysznicem, Dominik rozmyślał o jutrzejszym dniu. Czekały go dwa dni weekendu. Zaplanował, że w sobotę wyskoczy nad Wisłę, porobić zdjęcia. Może wyjdzie z tego ładny kolaż?
                                                                                         *
Następnego dnia,  ubrał się i zjadł szybkie śniadanie. Przejechał rękami po włosach i ku jego radości zobaczył w lustrze, że opuchlizna powoli zanika. Do torby zapakował aparat, butelkę wody mineralnej, gumę do żucia i (oczywiście) książkę. Włożył kaptur szarej bluzy na głowę.
Po wejściu do autobusu, skasował bilet i usiadł na wolnym miejscu. Po paru minutach jazdy usłyszał niemiłe komentarze na swój temat. Wbił wzrok w ziemię, starając się być opanowanym. Nagle usłyszał czyjś głos.
- Odczepcie się od niego. Nie macie nic lepszego do roboty? – uniósł głowę i przed sobą zobaczył dziewczynę o ciemnych – blond włosach, błękitnych oczach, małym nosie i ładnie wciętych ustach. Kiedy zauważyła, że na nią patrzy uśmiechnęła się przyjaźnie, puściła rurę, przy której utrzymywała równowagę i usiadła koło Dominika.
- Dzięki – powiedział szesnastolatek uśmiechając się nieśmiało.
- Nie ma sprawy. Nie przejmuj się nimi – popatrzyła na grupkę osób mniej więcej w ich wieku – Jestem Gabriela – powiedziała wystawiając swoją rękę.
- Dominik – uścisnął dłoń dziewczyny. Pierwszy raz tu ją widział.
- Jestem nowa w tej części miasta, przyjechałam z drugiego końca Warszawy – oznajmiła, jakby czytając mu w myślach.
- A teraz gdzie się wybierasz? – spytał.
- Do centrum. Muszę kupić prezent bratu, ma urodziny – westchnęła.
W ciągu czterdziestu pięciu minut sporo się o sobie dowiedzieli. Gabrysia dała mu swój numer telefonu. W końcu czarnowłosy musiał wysiąść. Pożegnał się z dziewczyną, na co ta tylko się uśmiechnęła i przytuliła go lekko. Czyżby nowa znajomość od wielu lat?
Spacerował brzegiem Wisły, tym od strony stadionu narodowego. Pogoda nie była idealna, jednak zdjęcia wychodziły bardzo ładne. Drzewa kołysały się na wietrze, szare i białe chmury przesuwały się po niebie. W Wiśle tworzyły się małe fale. Nastolatek przysiadł na jakimś kamieniu i wziął łyk wody z butelki, a potem przyłożył aparat do oka. Patrzył przez szybkę urządzenia, uśmiechając się sam do siebie. Nagle zatrzymał kursor aparatu na czyjejś sylwetce. Do tej pory myślał, że nikogo tu nie ma. Odsunął powoli sprzęt od twarzy, aby lepiej przyjrzeć się osobie.
To był chłopak. Stał tuż przy wodzie i wpatrywał się w dal. Miał kruczoczarne włosy, tej samej długości co Dominik. Blada cera, wyraźnie zarysowane kości policzkowe. Jego szczupła sylwetka ukryta była pod białymi jeans’ami i czerwonej bluzie. Usta miał zaciśnięte w wąską kreskę. Wyglądał jakby nad czymś głęboko rozmyślał.
Dominik był nim oczarowany. Podszedł bliżej i ukrył się w gąszczach. Nacisnął pstryczek aparatu. Nastąpił lekki błysk, a potem zdjęcie tajemniczego chłopaka wylądowało w aparacie szesnastolatka. Nagle on odwrócił się zaskoczony. Łapiński zaczerwienił się i schował ukradkiem aparat do torby.
- Hej – ciemnowłosy chłopak podszedł bliżej – Wszystko OK?
Dominik pokiwał twierdząco głową. Nie miał pojęcia dlaczego tak reagował.
- Co tu robisz? – spytał tamten. Nastolatek jakby nabrał pewności;
- Mógłbym spytać o to samo – Dominik uśmiechnął się do niego.
- Mam na imię Kuba – rzucił chłopak, a kąciki jego ust poszły w górę.
Potrząsnął głową, a czarna grzywka odsłoniła jego twarz. Teraz Dominik mógł zobaczyć jego niesamowicie niebieskie oczy, w których pewnie utonęłaby nie jedna dziewczyna. A może też chłopak?
___________________
Wkrótce notka o Skylar.
Napisz swoją opinie i co mogłabym poprawić (!)
Tekst pisany przy: Avril Lavigne - Why, Avril Lavigne - Here's To Never Growing Up, A Fine Frenzy - Almost Lover.

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś mi się pomyliło w tamtym komentarzu i musiałam go usunąć.
    Bardzo mi się podoba pierwszy rozdział.
    Notka jest w sam raz, nie za długa, nie za krótka i dobrze się czyta.
    I podoba mi się twój styl pisania.
    Czekam na dalszy ciąg.

    OdpowiedzUsuń