Każdy pragnie wolności...

niedziela, 24 listopada 2013

Część 4 - Dominik

* środa *
Ostatni wieczór był dla Dominika czymś wyjątkowym. Nie potrafił opisać uczuć, które wstrząsnęły nim gdy wreszcie pocałował Kubę. W końcu poznał szczęście, którego nie potrafił znaleźć przez tych parę lat. Była 3:00 w nocy, a on nie mógł zasnąć, jak zawsze gdy był podekscytowany - a nie zdarzało się to często. Po chwili usłyszał dźwięk przychodzącego SMS'a. Zapalił lampkę nocną i zamykając oczy przed rażącym światłem, wyszukał ręką telefon na półce. Kiedy wreszcie oswoił się z jasnością, otworzył wiadomość.
Też nie możesz spać? K.
Dominik uśmiechnął się do ekranu komórki i zaczął odpisywać na wiadomość. Czy Kuba też o nim myślał?
Skąd wiedziałeś? D.
Wysłał, po czym wsunął dłoń pod poduszkę, spod której wygrzebał słuchawki. Chciał posłuchać czegoś specjalnego.
Chcę cię zobaczyć. K.
I znowu te motylki w brzuchu, nad którymi nie potrafił zapanować. Miał ochotę krzyczeć z radości, ale świadomość, że rodzice są w pokoju obok doprowadziła go do porządku.
Rodzice... Oni nigdy nie akceptowali związków homoseksualnych. Dominik był pewny, że gdyby jego ojciec się dowiedział wyrzuciłby go z domu albo posłał do szpitala psychiatrycznego, a matka by się załamała. Musiał być ostrożny, ale nawet gdyby to jego rodziców i tak nigdy nie ma w domu, taka była prawda.
Chłopak już w dzieciństwie czuł się bardzo samotny i onieśmielony. Inne dzieciaki nie chciały się z nim bawić a nawet go wyśmiewały. Wiele razy zamiast ganiać się z innymi chłopakami, on samotnie huśtał się na huśtawce albo siedział na ławce obserwując innych. Mimo różnych rozmów z 'przedszkolankami' i nauczycielkami nie potrafił się przed kimś naprawdę otworzyć.
Do dziś doskonale pamiętał jedną z wielu sytuacji w podstawówce. W połowie roku szkolnego, posadzono obok niego nowego ucznia. Szesnastolatek nie przypominał sobie jego imienia ani nawet skąd przyjechał. W każdym razie chłopak ten nie był lubiany.  Dominik wiele razy chciał do niego zagadać, ale nie miał odwagi. Na przerwie inni chłopcy dokuczali mu i podstawiali nogi, zaś na lekcji dostawał papierkami w głowę. Co więcej dziewczynkom również zdarzało się plotkować.
Był moment, że jakieś dzieci rzucały w tego chłopaka kamieniami. Wtedy Dominik się za nim wstawił i sam dostał czymś ostrym w policzek. Na szczęście nie mocno i pojawiła się nauczycielka. Nowy podziękował Dominikowi, po czym zadzwonił dzwonek. Przez resztę dnia chłopcy trochę się poznali.
Szesnastolatek nadal potrafił przypomnieć sobie tę dumę, która zagościła w jego sercu. Co się okazało następnego dnia? Nowy kolega go wystawił. Razem z innymi śmiał się z Dominika i krytykował za każdą rzecz. W jego oczach nie było cienia współczucia. Szybko zapomniał o tym co zrobił dla niego Dominik.
Szesnastolatek poczuł łzy w oczach, ale szybko je otarł.
Zapomnij o tym, nakazał sobie i przytulił kołdrę do twarzy.
Dziwił się, że jeszcze trochę wierzył w ludzi. Przynajmniej w Kubę, bo on go rozumiał. Świadomość, że musi czekać aż do piątku, aby się z nim spotkać, doprowadzała go do rozpaczy. Trzy dni szkoły i weekend. Chyba wszyscy uwielbiali te piękne, wolne dni, nawet jeśli trzeba było odrabiać lekcje czy pisać raport.

Dominik popisał jeszcze chwilę z Kubą, aż dostał wiadomość.
Nie chce abyś był niewyspany, dobranoc :* K.
I mógł spać spokojnie. Pragnął aby męczące dni minęły jak najszybciej.


Droga do szkoły mijała jak zwykle spokojnie i leniwie. Te same domy, drzewa i latarnie. Budynek szkoły. Ciężki wdech. Przekroczenie bramy. Idziesz do piekła.
Dominik siłował się z butem, choć było już dawno po dzwonku, jemu się nie śpieszyło. Po za tym w szatni przeważnie zawsze było tak spokojnie w czasie lekcji. Nagle usłyszał kroki. To prawdopodobnie woźna zamierzała pozamykać wszystkie stalowe kraty, aby nikomu nie zachciało się wymknąć na wagary.
Szesnastolatek szybko opuścił pomieszczenie i dotarł do klasy biologii. Nauczycielka o nic nie pytała, tylko odhaczyła spóźnienie na liście.
Chwilę potem ktoś zapukał do drzwi. Pani Kwiatkowska musiała być tym naprawdę zmęczona, bo zrezygnowanym tonem oznajmiła 'proszę'. Do klasy wkroczyła Gabriela, trzymając w rękach plik kartek. Zaczęła ogłaszać jakieś informacje, które wyraźnie nie zainteresowały uczniów, ale jednak była to chwila kiedy zleciały kolejne sekundy lekcji.
- Do widzenia - powiedziała, opuszczając klasę, ale wcześniej posłała do Dominika lekki uśmiech. Nastolatek miał nadzieje, że nikt tego nie widział. Udawał zainteresowanie słowami nauczycielki o najczęstszych chorobach człowieka.
Po biologii przemieszczał się do innej klasy.
- Hej - usłyszał dziewczęcy głos. Gabrysia stała przed nim z tymi samymi kartkami w ręku - Wiesz może... - zaczęła, ale  nie dane było jej dokończyć, bo Dominik wciągnął ją do schowka woźnej - Wszystko ok?
- Tak - skrzywił się przy słabym świetle żarówki chłopak - O co chodzi?
- Wiesz może gdzie ma teraz klasa C? Kompletnie nie mogę jej znaleźć - zapytała trochę zdziwiona dziewczyna.
- Hala - odparł szybko szesnastolatek. Musiał jak najszybciej skończyć tą rozmowę, zanim ktoś się zorientuje, że się znają - To pa! - rzucił i prędko opuścił pomieszczenie.
- Dominik! - krzyknęła blondynka, wybiegając, ale chłopak już zniknął za zakrętem.

Na piątej przerwie mógł wreszcie odsapnąć i szybko powtórzyć temat przed kartkówką z fizyki. Tym czasem, po otworzeniu podręcznika i przeczytaniu paru linijek tekstu, poczuł wibracje komórki.
Jak tam? Mam właśnie przerwę od nauki, babka poszła po kawę, więc jest chwila spokoju. K.
I znowu nauka w domu. Dominik tak bardzo zazdrościł Kubie i nie widział jak dałby radę przekonać rodziców na coś takiego.
Wszystko OK. Powtarzam temat, zaraz kartkówka. D.
Napisał zgodnie z prawdą. No prawie, bo jego myśli podczas czytania definicji były zupełnie gdzie indziej.
Nie przeszkadzam. Pogadamy później. K.
Dominik był trochę zawiedziony, ale faktycznie musiał się skupić na nauce chociaż znał ten temat, wolał go porządnie przeczytać.

*wieczorem*
Kuba i Dominik przeszli na rozmowę telefoniczną. Umówili się na piątek na basen. Oboje byli wyraźnie podekscytowani. Dominik już dawno nie był na basenie i martwił się o swoją umiejętność pływania. Szybko się opamiętał. Takich rzeczy trudno zapomnieć, więc wszystko pójdzie dobrze.

W piątkowe popołudnie zaczął się pakować. Wiedział, że było wcześnie, ale i tak chciał być przygotowany - w końcu musiał znaleźć swoje kąpielówki na dnie szuflady...
Martwił się nawet za bardzo. Ciągle spoglądał na zegarek, bał się, że przyjdzie za późno na przystanek albo, że zmienią rozkład jazdy. Na całe szczęście jego zmartwienia były zbędne, bo punktualnie pojawił się przed pływalnią. Godzina 19:45. Kuba pojawił się w tym samym momencie co on.
- Cześć Dominik - przywitał się, poprawiając torbę na ramieniu i uśmiechając się szeroko. Jego niebieskie oczy wesoło świeciły, można w nich było zobaczyć maleńkie iskierki.
- Hej - odparł szesnastolatek cicho. Znowu czuł się trochę onieśmielony. Nie miał pojęcia jak się z nim przywitać. Przybić piątkę? Przytulić?
Totalna pustka w głowie.
- Chodźmy - ruszyli do wejścia. Przy szatni oddali kurtki i zmienili buty. Potem zakupili 'wstęp' i wkroczyli do przebieralni. Dostali szafki obok siebie. Kuba zaczął się rozbierać, najwidoczniej zrobił tak jak Dominik i już wcześniej założył kąpielówki aby nie mieć potem na głowie przebierania.
Dominik wbił wzrok w jego nagie plecy i delikatnie przegryzł wargę.
Oprócz nich w szatni był tylko jakiś starszy pan, który powoli przygotowywał się do wyjścia.
Kuba był jeszcze chudszy niż mu się wydawało. Ubrania potrafiły wiele ukryć, w tym niedowagę.
- Co jest? - zapytał w końcu już przebrany Kuba. Wpatrywał się nieśmiało w Dominika. W końcu ten również się przebrał i udali się na basen. Ludzi było naprawdę mało. O tej porze odbywały się zajęcia z aerobiku dla starszych pań, więc praktycznie ten basen sięgający do 1.20 metrów był pusty nie licząc jakiejś pary w bąbelkach.
Chłopcy rozluźnili się i po chwili nurkowali, łapiąc się za kostki i chlapiąc wodą. Byli również na zjeżdżalni i w jacuzzi. Ta godzina minęła naprawdę miło, sprawiając, że cały stres z pięciu roboczych dni się ulotnił.
Z żalem opuścili teren basenu i poszli pod prysznice. Dominik czuł się trochę nieswojo, bo w końcu byli tutaj zupełnie sami. Nie każdy wraca z pływalni po 21:00.
Po paru minutach, poczuł czyjeś palce na ramieniu, które delikatnie schodziły w dół kręgosłupa. Kuba przytulił go pod strumieniem gorącej wody. Przyjemne dreszcze ogarnęły ich ciała. Mogli zostać w tej pozycji na zawsze. Usta również weszły w ruch, dając dodatkową porcję magii i przyjemności. Dominik stwierdził, że uwielbia sposób w jaki dotyka go Kuba. Kochał sposób w jaki jego opuszki badały każdy centymetr ciała. Jego pocałunki były trochę niepewne, jakby bał się odrzucenia, ale z każdym więcej stawały się pewniejsze i głębsze.
W końcu oderwali się od siebie, a woda przestała lecieć.
- Musimy się zbierać - jęknął Dominik w usta Kubu i przejechał palcami po jego nagim torsie.
- Myślisz, że będziemy musieli dopłacić, jeśli zostaniemy troszkę dłużej? - chłopak zamknął oczy pod wpływem rozkoszy i odgarnął głowę do tyłu.
Dominik zaśmiał się, po czym oboje opuścili prysznic.

Pół godziny później siedzieli w ogrodzie jednego z pobliskich barów. Mimo lekkiego chłodu panującego na dworzu chłopcy czerpali przyjemność z rześkiego, wieczornego powietrza. Oboje popijali gorącą czekoladę z bitą śmietaną i rozmawiali o ostatnich dniach. Omijali temat dzisiejszego basenu, zwłaszcza ostatnich chwil pod gorącym strumieniem wody.
- Jesteś bardzo szczupły Kuba - zauważył cicho Dominik, zwracając wzrok ku niebieskim tęczówkom swojego towarzysza - Wszystko w porządku? Masz w domu jedzenie?
Niebieskooki przez chwilę nie odpowiadał, tylko wpatrywał się w kubek w gorącym napojem.
- Wszytko ok. Taka moja natura - uśmiechnął się serdecznie, choć w jego oczach dało się zauważyć lekki smutek - Dziękuje za troskę.
- Kocham Cię - dodał szeptem Dominik, odwracając głowę w kierunku widoku na miasto - To normalne.
Troska. Miłe było poznanie tego słowa dla szesnastolatka. Może nie znali się długo z Kubą, ale on był pewny, że go kocha. Dałby się dla niego zabić, zrobiłby dosłownie wszystko. 
- Ja też cię kocham - odparł ciepło Kuba, który nagle zjawił się w kuckach przy jego krześle - Jesteś najlepszą rzeczą jaka mnie spotkała do tej pory. Cieszę się, że jestem tu, w Warszawie.
Ta scena była bardzo podobna do jednej z książek które czytał. Miłość zawsze była dla niego czymś pięknym, niesamowitym, ale nieosiągalnym. Nie pomyślałby, że nagle może zapukać do jego drzwi.
Przypomniał sobie, że wziął aparat. Ku zdziwieniu Kuby wyjął go z plecaka i zrobił parę zdjęć chłopakowi.
- Jesteś cudowny - wyszeptał, kładąc sprzęt na stoliku.
Kuba objął Dominika w pasie i zanurzył twarz w jego szyi. To zabawne, że jej kształt idealnie tam pasował, tworząc uścisk piękniejszym...
_______________________________________
Dziękuje za ostatnie komentarze pod notką, które pojawiły się bardzo szybko <3 Kocham was
Mam nadzieje, że ta część przypadnie komuś do gustu, bo jest dla mnie naprawdę ważna.
Wszelkie uwagi w komentarzach, przepraszam za błędy.
PS. Jak myślicie, co się dzieje z Kubą?


niedziela, 10 listopada 2013

Część 3 - Skylar

Skylar milczała przez całą drogę, wyglądając przez szybę. Nie wiedziała gdzie jest. Mercedes mijał stare kamienice i obdrapane mury. Ta brzydka dzielnica wyglądała przerażająco w mroku nocy. Spojrzała kątem oka na Thresha, który skupiony na prowadzeniu samochodu, delikatnie stukał palcami w kierownicę.
Kim jesteś?, chciała zapytać, ale powstrzymała się. Od kiedy interesuje ją życie takich ludzi. Walczyła ze sobą.
- Adres – nagłe słowo z ust chłopaka przerwało jej rozmyślania.
- Co? – wydukała, dopiero teraz zauważając jak nerwowo zaciska ręce na materiale sukienki.
- Adres – powtórzył Thresh, spoglądając na nią – Chyba nie sądzisz, że jestem GPS’em?
Blondynka oblała się rumieńcem, pierwszy raz od kilkunastu lat. Cholera, dlaczego on budził w niej takie emocje? Podała szatynowi dane, starając się ukryć czerwone policzki pod blond kosmykami. W końcu auto zatrzymało się pod znajomą willą. Skylar westchnęła cicho, szczęśliwa, że nareszcie widzi swój dom. Już miała wychodzić, kiedy odwróciła się w stronę Thresha.
- Dziękuje – powiedziała, na co on skinął lekko głową.
Dziewczyna opuściła samochód, nie oglądając się za siebie. Otwierając drzwi do domu, mogła usłyszeć jedynie głośny pisk opon.

- Panienka Bellamy! – krzyknęła Mary, biegnąc w stronę dziewczyny – Martwiłam się o ciebie! – kobieta chwyciła Skylar za ręce i zmierzyła wzrokiem – Co się stało? – wskazała palcem rozdarcie na sukience.
- To nic Mary, nie martw się – uspokoiła opiekunkę – Jeśli pozwolisz pójdę do swojego pokoju – oznajmiła, ruszając w stronę schodów.
                                                                                              *
Skylar podeszła powoli do lustra. Wyglądała strasznie, wiedziała, że nie zaprezentowała się dobrze na oczach nowego. Miała nadzieje, że nikt w szkole nie dowie się o tym, co się wydarzyło.
- Oh – jęknęła widząc na sobie szarą bluzę Thresha. Przez to wszystko zapomniała mu jej oddać. Sama nie wiedząc dlaczego przyłożyła materiał do twarzy. Ubranie pachniało cytrusami, co niesamowicie spodobało się blondynce. Po chwili otrząsnęła się, odkładając bluzę na krzesło przy biurku. Posiadanie czyjejś rzeczy, oznaczało też, że trzeba to prędzej czy później oddać.
Skylar czuła się brudna. Miała wrażenie, że na jej skórze nadal znajdują się ręce Marka. Zamknęła za sobą drzwi od łazienki i wzięła długą kąpiel.
                                                                                              *
W poniedziałek rano dziewczyna stanęła przed szafą, nie mogąc się zdecydować co na siebie założyć. W końcu ubrała czarną bokserkę i jeansową spódnicę. Wpakowała do torby bluzę Thresha i zeszła na dół. Uruchomiła swoją komórkę, która przez całą noc była wyłączona. Spodziewała się SMS’ów od dziewczyn, ale skrzynka pocztowa była pusta. Ze złością wepchnęła telefon do kieszeni i narzuciła kurtkę na ramiona, poprawiając włosy.

- Sky! – krzyknęły Alice i Kelly, podbiegając do przyjaciółki – Straciłyśmy cię z oczu wczoraj wieczorem. Gdzie byłaś?
- Ja… Wyszłam wcześniej, bo było nudno – skłamała, nadal zła na dziewczęta za to, że nawet do niej nie napisały.
Z odległości paru metrów zobaczyła Thresha w towarzystwie Amy. Nawet na nią nie spojrzał! Stawał się coraz bardziej tajemniczy i interesujący.
Skylar w ogóle nie mogła się skupić na lekcjach. Nie miała też ochoty wracać do domu, więc została w bibliotece aby odrobić lekcje. Po dwóch godzinach nauki, wyszła z pomieszczenia i skierowała się do swojej szafki. Przechodząc koło sali od muzyki usłyszała dźwięk fortepianu i czyjś głos

„Cisza sprawia że jest łatwo
sprawia ze na chwilę jesteś bezpieczna
W miarę jak odchodzisz
Twoje kroki stają się głośniejsze
Wszystkim czego potrzebowałaś był czas
Ale teraz to czas nas zniszczy”
Zaczarowana stanęła koło nieprzymkniętych drzwi i wsłuchała się w smutną muzykę i niesamowity głos.
„To wszystko się skończy, i oto jesteśmy
Tkwimy w tej słonej ziemi razem
Przekłujesz moje płuca
Moje kończyny drętwieją
W miarę jak moje kolory blakną
Obserwujesz jak krwawię
Obserwujesz jak krwawię”*
Czuła jak jej a dłonie stają się chłodnę. Pragnęła zajrzeć do sali i zobaczyć kto jest autorem piosenki. Zajrzała do wnętrza pokoju. Przy instrumencie zobaczyła Thresha. Miał zamknięte oczy, a z jego drżących ust wydobywał się tekst utworu.
- Thresh – powiedziała na tyle głośno, aby on to usłyszał. Chłopak odskoczył jak oparzony od fortepianu, przewracając przy tym krzesło stojące nieopodal.
- Ty… - zaczął, przykładając pięść do ust – Co ty tutaj robisz Skylar?
- To było piękne – stwierdziła krótko blondynka, kręcąc głową z niedowierzaniem – Sam to skomponowałeś?
- Nie wydajesz się osobą, która interesuje się takimi rzeczami. – zaśmiał się nienaturalnie.
Sky oblała się rumieńcem. Miał rację, nigdy nie była specjalnie dobrze nastawiona do tych spraw. Wyjęła bluzę szatyna z torby i podała mu ją.
- Dziękuje – przejął swoją część garderoby rzucając na krzesło, które parę sekund temu podniósł do pionu – Teraz chciałbym znać odpowiedź na pierwsze pytanie.
- Wracałam z biblioteki i usłyszałam twój głos – oznajmiła cicho – Ten tekst… On był taki piękny. Chciałabym poznać jego dalszą część.
Thresh nie odpowiedział tylko usiadł z powrotem przy fortepianie, kładąc palce na klawiszach.
- Powiedz mi – zaczął jeżdżąc opuszkami po instrumencie – Dlaczego taka jesteś?
Dziewczyna wyprostowała się, czując jak sztywnieje. Ale typowa Skylar nie odpowiadała na pytania - to ona je zadawała.
- Nie muszę ci niczego mówić - podniosła głos, unosząc dumnie głowę - Zresztą już idę - odrzuciła włosy do tyłu i odwracając się na pięcie. Opuściła salę od muzyki, po czym trzasnęła drzwiami na znak swojej złości o obojętności.
Już miała wyjść z budynku, gdy ktoś ją zatrzymał.
- Skylar, musimy porozmawiać - pani Jennis, jej wychowawczyni położyła jej dłoń na ramieniu - Nie śpieszysz się nigdzie, mam nadzieję?
- Nie - wystękała dziewczyna, przeklinając w duchu.
Udały się razem do klasy matematycznej - tego zresztą przedmiotu nauczała ta kobieta. Sky nigdy nie lubiła matematyki i nie umiała sobie z nią poradzić. Usiadła na przeciwko nauczycielki, która złączyła ręce na biurku i westchnęła.
- Zauważyłam, że ostatnio masz problemy z fizyką i matematyką - zaczęła wpatrując się w blondynkę swoimi zielonymi oczami - Co mamy z tobą teraz zrobić, Skylar? To bardzo ważne przedmioty - nie czekając na odpowiedź, otworzyła jakiś zeszyt i zaczęła jeździć palcem po liście - Może korepetycje?
- W porządku - odpowiedziała nastolatka chcąc mieć jak najszybciej tę rozmowę za sobą.
- Dobrze - odetchnęła nauczycielka, jakby stresowała ją ta cała rozmowa - W takim razie lekcje masz we wtorki, środy i piątki, po siódmej lekcji w klasie numer 14, od muzyki.
- Prywatne? - wydusiła Sky, zaciskając palce na kolanie.
- Tak, zrobię wszystko abyś poprawiła się w nauce. Jestem pewna, że nasz korepetytor poradzi sobie z tym zadaniem. A teraz żegnam cię, bo mam jeszcze parę spraw na głowie.
- Do widzenia - Skylar wyszła z klasy i natychmiast udała się do limuzyny. Była wściekła, że będzie musiała poświęcać trzy popołudnia na dodatkową naukę. W dodatku to wszystko zaczynało się już jutro w ostatni dzień przed weekendem. Ale wtedy zorientowała się, że nawet nie wie kto będzie udzielał jej lekcji...
*
- I naprawdę musisz tam iść? - zapytała zawiedziona Alice, kiedy razem z przyjaciółkami przebierały się na trening.
- Muszę, bo jeszcze mnie obleją - Sky naciągnęła na siebie koszulkę.
- Nie wiesz kto to będzie prawda? Ten korepetytor? - Kelly uśmiechnęła się zadziornie - Prywatna lekcja, sami. Możesz go nieźle zbajerować - dodała związując włosy gumką.
- W sumie - zaśmiała się blondynka - Idziemy! - krzyknęła do wszystkich dziewcząt, które już czekały na początek treningu,

Wszystkie siedem lekcji zleciało o dziwo szybko i bez żadnych kartkówek. Skylar z ociąganiem udała się do sali numer 14, gdzie miał na nią czekać 'nauczyciel'. Weszła wyluzowana do pomieszczenia i rzuciła swoją torbę na jedną z ławek. Na krześle, przy biurku siedział jakiś chłopak, przeglądający pliki kartek.
- Thresh?! - krzyknęła zaskoczona dziewczyna.

sobota, 24 sierpnia 2013

Część 3 - Dominik

Wracając do domu, Dominik poważnie zastanawiał się nad tym co zaszło. Gdyby nie mama Kuby, pewnie doszłoby do czegoś niezaplanowanego. To stresowało chłopaka i wiedział, że prędko o tym nie zapomni. Co by się stało, jeśli telefon by nie zadzwonił?
Dominik przekręcał się z boku na bok, usilnie próbując zasnąć. Jednak gdy tylko zamknął oczy widział przed oczami twarz Kuby. Już nie mógł się doczekać, aby się z nim spotkać. Zapalił lampkę i wziął aparat z półki. Przerzucał zdjęcia, aż znalazł te z właścicielem niebieskich tęczówek. Chłopak uśmiechnął się sam do siebie. Po paru minutach wyłączył urządzenie, ponownie zamykając powieki. W końcu udało mu się zapaść w sen.
*
Dzień rozpoczął się jak każdy inny. Szesnastolatek dreptał wolno do szkoły, czytając po raz kolejny jeden tom ze swojej ulubionej serii książek.
- Hej! - podskoczył do góry, kiedy usłyszał dziewczęcy głos. Uniósł niepewnie głowę, nie będąc pewnym czy owe "hej" jest skierowane do niego. Obok niego pojawiła się uśmiechnięta blondynka. Chłopak nie poznał jej na pierwszy rzut oka. Dopiero po chwili zorientował się, że to dziewczyna z autobusu  - Gabriela.
- Hej - przywitał się, zamykając książkę. 
- Dominik, prawda? - spytała jego towarzyszka i nie czekając na odpowiedź zadała kolejne pytanie - Idziesz do szkoły? Ja też właśnie idę, tylko nie do końca łapie na jakiej to ulicy - zaśmiała się cicho, rozglądając na boki.
- Jaka nazwa szkoły? - Dziewczyna podała patrona i numer, po czym Dominik z przerażeniem stwierdził, że będą chodzili do tej samej szkoły. Gdy to wyznał dziewczyna pisnęła z radości.
 - Boże, dobrze, że nie będę sama - odetchnęła z ulgą - Cholernie się boję.
Dominik nie odpowiedział. Zapadła niezręczna cisza, która trwała aż do końca drogi. Chłopak naprawdę chciał pomóc się zaklimatyzować nowej koleżance i pogadać z nią tak jak wtedy w autobusie, ale nic nie przychodziło mu do głowy. Gdy byli pod budynkiem zobaczył jak blondynka nerwowo odgarnia włosy do tyłu.
- Na pewno znajdziesz jakiś znajomych, nie stresuj się – spróbował ją pocieszyć. Wiedział, że jego towarzystwo nie ułatwi sprawy, więc chciał jak najszybciej zostawić Gabrielę samą. Zaczął się zbierać.
- Poczekaj – głos dziewczyny drżał - Tylko powiedz, że będzie dobrze.
- Będzie dobrze – odpowiedział, po czym kąciki jego ust poszły w górę. Gabrysia tylko czekała na ten uśmiech.                                                                 
*
Na czwartej przerwie Dominik poczuł wibracje w kieszeni. Wyciągnął swoją komórkę i ze zdumieniem odkrył, że nadawcą SMS’a jest Kuba. Ze zniecierpliwieniem otworzył pocztę i odczytał wiadomość.
Cześć Dominik :) Masz czas się dzisiaj spotkać? Proponuje cukiernie o której mówiłeś. Daj mi znać, postawię ci dobre ciastko :) Kuba
Czarnooki odpisywał szybko na wiadomość, jakby bał się, że chłopak zmieni zdanie.
Bardzo chętnie, dzięki za propozycje :) Może o 15.00? Jeśli nie masz nic przeciwko. D
Po ustaleniu spotkania, Dominik udał się pod swoje ulubione drzewo, aby chwilę pomyśleć. Był podekscytowany możliwością zobaczenia Kuby, wręcz nie mógł się doczekać końca lekcji. Tak więc już rozpoczął odrabianie pracy domowej z poprzednich zajęć. Zastanawiało go tylko dlaczego niebieskooki nastolatek ma zawsze czas na wyjścia. Czyżby kończył szkołę wcześniej? A może wagaruje?
- A ty już robisz lekcje? – obok niego pojawiła się Gabriela, patrząc z góry na zeszyty. Szesnastolatek przyłożył dłoń do klatki piersiowej.
- Boże, nie zakradaj się tak – zamrugał, jakby chciał się upewnić, że dziewczyna nadal tam stoi – Lepiej mów jak idzie.
- Niezbyt – dopiero teraz zauważył jej smutne oczy. Usiadła obok na trawie, wbijając wzrok w książki Dominika – Kompletnie trudno jest się z kimś dogadać. Klasa dzieli się na podgrupy, a ja nigdzie nie pasuje. Zero współpracy między ludźmi – westchnęła ciężko – Dobrze, że chociaż ty jesteś.
Po tych słowach nastolatek zorientował się, że nadal są na terenie szkoły i każdy może ich zobaczyć. A znajomość z nim nie skończy się dobrze dla dziewczyny.
- Muszę iść, przepraszam – zerwał się na nogi, chowając rzeczy do plecaka.
- Dom… - nie dane było jej dokończyć, bo Dominik pobiegł w stronę budynku. Miał nadzieję, że nikt ich nie zauważył. Bał się pomyśleć co by się stało z blondynką gdyby dorwali się do niej Robert, Przemek i Łukasz. Poczuł na karku dreszcze. Może powie jej prawdę? Ale co jeśli znienawidzi go tak jak inni?
- Cholera – mruknął pod nosem. Postanowił unikać Gabrieli do końca dnia.
*
- Dominik! – Kuba zaczął machać do chłopaka z drugiego końca cukierni. Czekał na niego od pół godziny – Już myślałem nie przyjdziesz.
- Prze… przepraszam – zdyszany szesnastolatek dobiegł do stolika, opierając ręce na udach i głęboko oddychając – Ale autobus mi uciekł. Pominął fakt, że przez rozmyślanie o Kubie spóźnił się na przystanek. Rzucił plecak na krzesło, po czym klapnął na kanapę naprzeciwko niebieskookiego.
- Nic nie szkodzi, dobrze, że w ogóle się pojawiłeś – powiedział jego towarzysz, podając mu kartę – Co zamawiasz?
- Czekoladowy muffin i koktajl czekoladowy – rzucił Dominik po przejrzeniu karty.
- Wow, wszystko z czekolady? – zaśmiał się Kuba.W tym samym momencie pojawiła się kelnerka - Czekoladowy muffin, czekoladowy koktajl, jeden kawałek truskawkowego ciasta i sok porzeczkowy – wyrecytował gładko. Siedem minut później dostali swoje zamówienia.
- Kuba, mogę cię o coś spytać? – Dominik mieszał słomką w koktajlu, nieśmiało spoglądając na kolegę – Dlaczego zawsze masz tyle wolnego czasu? Kończysz szkołę wcześniej? Nie musisz odrabiać prac domowych?
- Uczę się w domu – odparł szatyn, biorąc kawałek ciasta do buzi – Mama uznała, że tak będzie lepiej. Nie rozwinęli tematu. Dominik zastanawiał się jakby to było uczyć się w domu. Spokój. Zero obraźliwych komentarzy. Marzenie…
***
Spędzili w cukierni sporo czasu. Na dworze robiło się ciemno. Postanowili wybrać się nad Wisłę, tam gdzie się poznali. Fale delikatnie odbijały się od brzegu, tworząc przyjemny nastrój.
- Podoba ci się w Warszawie? – zapytał czarnooki, zapinając bluzę. Zdał sobie sprawę, że do tej pory o to nie zapytał.
- Jest w porządku. To duże miasto, kreatywne – Kuba zamyślił się, odgarniając czarne kosmyki z twarzy.
Dominika naszła dziwna chęć dotknięcia jego włosów. Sam Kuba był w pewnym sensie pociągający. Tajemniczy. Stał lekko pochylony, bawiąc się sznurkiem od bluzy. Miał bardzo chudą sylwetkę. Sprawiał wrażenie jakby mógł się zaraz rozpaść na kawałki.Chłopak zobaczył, że jego towarzysz mu się przyglądał, więc uśmiechnął się nieśmiało, przystępując z nogi na nogę. Nagle podbiegł do rzeki i pozwalając aby chłodna woda obmyła mu dłoń. Po chwili ochlapał Dominika, który zaskoczony otworzył szeroko oczy. Zaczęli się gonić, co sekundę pryskając wodą dookoła. Nie przejmowali się tym, że są w butach i że ich spodnie są mokre. Dobrze się bawili i tylko to się liczyło. W końcu czarnooki złapał Kubę za kaptur, sprawiając tym samym, że chłopak wylądował w płytkiej wodzie na plecach. Dominik usiadł na nim okrakiem, zapominając o wszelkiej nieśmiałości.
- I co teraz, Kuba? - spytał śmiejąc się i wpatrując w niebieskie jak niebo, oczy nastolatka.
Nawet nie zauważyli jak ich twarze zaczęły się do siebie zbliżać. Parę sekund niepewności i usta obojgu chłopaków złączyły się w delikatnym, czułym pocałunku. Woda przestała być zimna. Ich języki tańczyły razem, rozgrzewając ciała. Dominik czuł się cudownie i zorientował się, że od dawna o tym marzył. Od kiedy zobaczył Kubę chciał go poczuć. Chciał móc go dotknąć, pocałować.
 - Kuba - odezwał się, gdy w końcu przerwali pocałunek - Wiesz... ja cię chyba...
- Ej dzieciaki! Co wy tu wyprawiacie?! - rozległ się głos. Dwójka zerwała się na nogi spłoszona i ociekająca wodą.
- Chodź - powiedział Kuba, ciągnąc szesnastolatka za rękę. Schowali się za drzewem. Jakiś mężczyzna w mundurze świecił latarką dookoła.
- Cholera, uciekli! - warknął.
Gdy mężczyzna, prawdopodobnie policjant odszedł na bezpieczną odległość, Dominik i Kuba odetchnęli z ulgą. Niebieskooki ujął twarz kolegi w ręce. 
- Ja ciebie też - rzucił mu w usta i pocałował w nos.
Ten gest wydał się taki nieznaczny, ale wyrażał tyle uczuć. Dwójka splotła razem swoje ręce. Nareszcie wyznali swoje uczucia.
_____________________
Długo nie dodawałam, ale miałam bardzo dużo wyjazdów, gdzie nie miałam dostępu do internetu. Przepraszam za błędy.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Część 2 - Skylar

"Nawet jeżeli pociechy udziela niebo, to pomocy oczekuje się od ludzi" - Janusz Leon Wiśniewski

- Chodźcie dziewczyny. Czas na trening! - wycedziła Skylar, ciągnąc za sobą przyjaciółki. Wiedziała, że teraz zrobi wszystko, aby ten chłopak wreszcie ją zauważył...

*

Razem z Alice i Kelly pognała do szkolnej szatni. Ubrały się w stroje cheerleaderek i wybiegły na murawę koło boiska. Skylar, jako przewodnicząca drużyny, kierowała wszystkim.

Minęły pozostałe zajęcia i blondynka mogła wreszcie pójść do domu. Wsiadła do błyszczącej, czarnej limuzyny z przyciemnianymi szybami, która zaparkowała przed szkołą. Znowu większość osób patrzyło z  zazdrością i zainteresowaniem. Sky uwielbiała ten widok.
- Dzień dobry, panienko Bellamy – przywitał ją kamerdyner, podnosząc do góry czapkę oraz przekręcając kluczyki w stacyjce.
- Witaj, Davidzie – odpowiedziała dziewczyna z uśmiechem na ustach, zapinając pasy. Auto ruszyło, a Skylar wpatrzyła się w widok za oknem. Mijała zwykłe, jednorodzinne domy. Dopiero po chwili dotarła do swojej dzielnicy. Limuzyna zaparkowała pod ogromną, białą willą z basenem. Skylar patrzyła na nią uważnie za każdym razem, jakby chciała się przekonać czy to jej dom. Trzasnęła drzwiami i ruszyła w stronę budynku.

- Mary? – krzyknęła do swojej służącej – Mary, weź moją torbę – odpowiedziała jej cisza. Mary była ich służącą odkąd dziewczyna skończyła 8 lat. Traktowała Sky jak księżniczkę, wykonywała jej polecenia. W końcu ta praca do niej należała. Okazało się, że kobieta poszła na zakupy, zostawiając swojej podopiecznej obiad na stole. Skylar zjadła posiłek i odrobiła lekcje. Włączyła sobie mecz w telewizorze, który miała w pokoju. Jednakże jej myśli krążyły zupełnie gdzie indziej. Pragnęła oczarować Thresha, żeby reagował na nią tak ja inni. Patrzył z zachwytem na jej ciało, podziwiał i chciał dotykać...
*
Równo o 6:00 rano, w piątek blondynka stanęła przed szafą. Nie musiała się zastanawiać bardzo długo. Posiadła dużo ubrań w których jeszcze nie chodziła. Założyła czarną bieliznę, a na nią jeans'owe szorty i złotą bokserkę. Całość dopełniła białym sweterkiem i paroma dodatkami. Wiedziała, że wygląda dobrze. Ba! Nawet bardzo. Alice i Kelly już czekały na nią przed szkołą.

Po czwartej lekcji do uszu Skylar dobiegł głośny pisk.
- Sky, Ali zgadnijcie gdzie dzisiaj idziemy? - brazylijka podbiegła do przyjaciółek, co chwila poprawiając torbę na ramieniu - Dostałam wejściówki do klubu "Bolt". W dodatku nie sprawdzą nam dowodów!
- Super, mam świetny ciuch na tą okazje - brunetka klasnęła w dłonie - Na pewno będą jacyś starsi faceci!
- Co nie? Będzie ubaw - Kelly podskoczyła w miejscu.
- Widziałyście nowego? - spytała nieświadomie blondynka - To znaczy... Ma tupet, żeby zwiewać w swój drugi dzień szkoły - natychmiast się poprawiła, rozglądając ukradkiem.
- Nie widziałam go - brazylijka machnęła ręką - Ale idziesz na party, prawda Sky?
- Jasne - dziewczyna uśmiechnęła się - Beze mnie nie ma imprezy!
- W takim razie widzimy się dzisiaj przy tej kawiarni, blisko klubu o 21:30 - zaproponowała Alice - Oczarujmy wszystkich! Kells, ale jesteś pewna, że nas wpuszczą? Mam na myśli, że zawsze nas wpuszczają, ale tym razem zdradziłaś swój wiek i no wiesz...
- Mam swoje kontakty, spokojna głowa - siedemnastolatka zapewniła przyjaciółkę.
*
Skylar leżała na swoim łóżku z głową w chmurach. Już widziała dzisiejsze spojrzenia facetów, którzy będą się bić, aby móc zamienić z nią słowo. Liczyła w głowie drinki, była pewna, iż dostanie większość za darmo. Takie były właśnie przywileje bycia ładną i zgrabną. Nie miała zamiaru informować ojca o tym, że wychodzi. I tak wróci jutro, a ona sobie spokojnie poimprezuje. W końcu wybiła 19:00 i blondynka mogła się przygotować. Chciała wyglądać olśniewająco. Wyciągnęła z kosmetyczki samoopalacz. Wysmarowała się i  niedługo potem widziała efekt. Zrobiła platynowe pasemka. Zaś na twarz naniosła grubą warstwę tuszu do rzęs. Usta posmarowała bladoróżowym, połyskującym błyszczykiem. Poprawiła brwi, a powieki pomalowała na złocisty kolor. Założyła piękną, różową sukienkę z ciągnącym się tyłem oraz duże, perłowe kolczyki. Była gotowa.

- Jestem - przywitała się z przyjaciółkami nieco po ustalonej godzinie - Idziemy?
Dziewczęta - aby wyglądać elegancko, uniosły lekko głowy do góry. Parę minut później czekały na wejście do klubu z którego dochodziła głośna muzyka. Kelly pokazała wejściówki i ochroniarz wpuścił je do środka. Z taką ilością makijażu wyglądały nawet na starsze.
Na parkiecie było mnóstwo ludzi. Wszyscy podskakiwali do rytmicznych kawałków zapodawanych przez DJ'a. W jednym rogu mieścił się bar, gdzie można było kupić różnorodne piwo i drinki. Dalej były ustawione kanapy, które w większości stanowiły miejsce do całowania. Trójka dziewcząt nie czekała długo. Zaraz wskoczyły na środek sali, bawiąc się wspólnie. Skylar nie przeszkadzało to, że była ściśnięta przez dwóch mężczyzn pachnących papierosami i alkoholem, bez wstydu wpatrzonych w jej zgrabne nogi. Dobrze się  bawiła i tylko to się liczyło.
Tak jak wcześniej myślała, została zaproszona na drinka. Nie miała głowy do ostrożności. Piła wszystko co tylko zostało podstawione pod jej nos. Tymczasem Alice i Kelly zniknęły gdzieś w tłumie. Blondynka siedziała na stołku przy stoliku, obserwując otoczenie. Nagle znikąd pojawił się przed nią jakiś mężczyzna.
- Co taka ślicznotka robi tutaj sama? - spytał, siadając na miejscu obok. Był nieco starszy od dziewczyny. Mógł mieć dwadzieścia parę lat - Poproszę whisky - rzucił do barmana - Mogłabyś zdradzić swoje imię?
- Sky - przedstawiła się blondynka.
- Jestem Mark - powiedział mężczyzna. Skylar przyjrzała mu się uważnie. Brunet był nawet przystojny. Jego twarz pokrywał dwudniowy zarost. W końcu Mark bardziej rozkręcił rozmowę. Zamówił jej nawet drogiego drinka!
- Mogę ci coś pokazać? - zaproponował, wstając z miejsca. Minęło trochę czasu od kiedy przyszedł.
- A co to takiego? - zdziwiona, ale zaciekawiona Sky całkowicie zapomniała o wszystkim. Jej towarzysz nie odpowiedział. Niemal brutalnie pociągnął dziewczynę za rękę. Opuścili bar w całkowitym milczeniu - Mark gdzie idziemy? - spytała, gdy zobaczyła, że są w magazynie na tyłach klubu. Nie była pewna czy to legalne.
- Spodoba ci się - brunet uśmiechnął się w dziwny sposób. Kiedy jego zdobycz rozglądała się po pomieszczeniu, on sprytnie zamknął drzwi wrzucając klucz do tylnej kieszeni spodni.
- Mark? - mężczyzna zaczął się do niej przybliżać, zaś dziewczyna zrobiła parę kroków w tył. W końcu on chwycił ją za biodra, przyciągając do siebie. Czuła na sobie jego oddech, co nie było najprzyjemniejszą rzeczą na świecie - Przestań, to nie jest zabawne - spróbowała go odepchnąć, ale na nic. Kiedy zaczął jeździć językiem po jej szyi, nie wytrzymała i uderzyła go w twarz. Przestraszona pobiegła w stronę drzwi. Gdy zorientowała się, że są zamknięte, poczuła gulę w gardle.
- Kurwa - syknął Mark, dotykając dłonią policzka. Po chwili na jego twarzy zagościł nienaturalny uśmiech. Niczym wściekłe zwierzę, rzucił się na blondynkę, powodując tym samym, że upadła na podłogę w kąt. Pochylił się nad nią, przygniatając swoim ciałem. W magazynie rozległ się krzyk - Niunia, bądź grzeczna i tak nikt cię nie usłyszy - szepnął do jej ucha. Skylar rozpaczliwe szukała wzrokiem czegoś, czym mogłaby sobie pomóc. Pierwszy raz w życiu straciła nad czymś kontrolę. Do jej oczu zaczęły napływać łzy w momencie kiedy napastnik podciągnął do góry jej różową sukienkę, chwytając za koronkowe, czarne majteczki.
- Błagam, przestań. Zostaw mnie - mocno zacisnęła powieki. Nie chciała widzieć tego co się zaraz wydarzy.
Wtedy usłyszała świst i cały nacisk ze strony Marka zniknął. Gwałtownie otworzyła oczy, mimo to łzy sprawiły, że obraz zamazywał jej się przed oczami. Słyszała tylko krzyki i odgłosy łamania.
- Już dobrze. Wszystko będzie dobrze - ciepły głos dotarł do jej uszu. Potem była już tylko ciemność.
*
Skylar obudziła się z bólem ciała. Z cichym jękiem uniosła swoją sylwetkę do góry. Momentalnie wróciło do niej wspomnienie sprzed paru godzin. Z paniką w oczach zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu. Z lekkim zaskoczeniem stwierdziła, że nie jest to klubowy magazyn, tyko jakiś pokój. Na szafce obok paliły się świeczki. Pomieszczenie było pomalowane na biało i panował w nim lekki bałagan. Z pewnością należał on do jakiegoś chłopaka, gdyż na krześle zobaczyła męskie koszulki i skarpetki. Na przeciwko łóżka, na którym leżała zobaczyła ścianę oblepioną różnorodnymi rysunkami, zdjęciami i kartkami książek. W tym momencie poczuła jak coś porusza się pod kołdrą. Niepewnie podniosła materiał do góry. To mały, hebanowy kociak bawił się jej sukienką. Uśmiechnęła się, wyciągając palec do malca. Zwierzak jednak nieufnie zeskoczył z łóżka, znajdując miejsce na obrotowym krześle koło biurka.
Ale gdzie ona była? 
Wtem drzwi do pokoju otworzyły się i stanął w nich właściciel kotka.
- Obudziłaś się - stwierdził, trzymając w dłoniach kubek w śmiesznym kształcie krowy.
- Thresh? - Sky z niedowierzaniem wpatrzyła się w chłopaka - Ty...
- Nie sądziłem, że można być aż tak nieodpowiedzialnym - przerwał jej, stawiając naczynie na szafce nocnej - Ten dupek o mało cię nie zgwałcił - przejechał dłońmi po włosach.
- Jestem odpowiedzialna - zbulwersowała się dziewczyna, zakładając ręce. W duchu przyznawał Thresh'owi racje. Nie powinna była od razu ufać Markowi.
- Jasne - chłopak wzniósł oczy ku górze. Napij się - tu skierował wzrok na kubek. Sky zajrzała do środka. Do jej nosa dobiegł zapach słodkiej, malinowej herbaty. Upiła łyk i od razu poczuła się lepiej - Odwiozę cię do domu - usłyszała po chwili głos szatyna, który wyciągał kurtkę z szafy.
Tak szybko?
- No co maleńki? - pogłaskał po głowie kociaka, miauczącego w niebo głosy - Czekaj na mnie grzecznie. Może uda mi się skołować coś do jedzenia.
Te słowa zdziwiły Skylar. Skołować? Coś do jedzenia? Gdzie w ogóle są rodzice Thresh'a? Czy wiedzą, że ich syn ma gościa?
- Słodki jest - odezwała się nieświadomie, jak w szkole - Ale nie dał się pogłaskać...
- Ma na imię Czarny. To nieufne stworzonko - zaśmiał się. Blondynka pierwszy raz w życiu słyszała taki śmiech. Sympatyczny i szczery. Doszła do wniosku, że lubi głos tego nowego - No wstawaj! - pośpieszył siedemnastolatkę - Princesso, chyba nie sądzisz, że dam ci przespać w moim łóżku całą noc? - z nutką złośliwości, zaczął stukać palcami o nogę.
Sky wstała niechętnie, gdyż lekko trzęsły jej się nogi. Spojrzała w lustro wiszące na ścianie. Dopiero teraz zorientowała się, jak strasznie musi wyglądać. Na policzkach widniały białe smugi od łez, co wyglądało dziwnie na warstwie samoopalacza. Pod oczami miała ciemne plamy, zapewne pozostawione przez tusz i kredkę. Sukienka była lekko pognieciona i przedarta w jednym miejscu.
- Trzymaj - Thresh podał jej swoją szarą bluzę - Bo zmarzniesz - dodał po paru sekundach. Budynek w którym mieszkał szatyn, wyglądał przerażająco. Charakteryzował się gołymi ścianami w graffiti. Ze starych żarówek sączyło się słabe światło, w kątach zwisały ogromne pajęczyny.
Widać, że nie był bogaty...
Chłopak otworzył drzwi starego mercedesa i jak dżentelmen wpuścił Skylar do środka. Sam wsiadł na miejsce prowadzącego i odpalił samochód. Nastolatka otuliła się bluzą, ukradkiem wpatrując się w swojego towarzysza. Zaintrygował ją...

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Część 2 - Dominik

"Niektórzy chcą zrozumieć dzieło sztuki - miłość nie żąda zrozumienia" - Bogumił Buczyński


-Mam na imię Kuba – rzucił chłopak, a kąciki jego ust poszły w górę.
Potrząsnął głową, a czarna grzywka odsłoniła jego twarz. Teraz Dominik mógł zobaczyć jego niesamowicie niebieskie oczy, w których pewnie utonęłaby nie jedna dziewczyna. A może też chłopak?
                                                                                              *
- Dominik – mruknął, odwzajemniając uśmiech i nerwowo zagryzając wargę. Stali tak w milczeniu. Kuba badawczo przyglądał się szesnastolatkowi, co wprawiło go w lekkie zakłopotanie. Odchrząknął cicho, poprawiając torbę na ramieniu.
- Przepraszam – zmieszał się niebieskooki – Po prostu jesteś pierwszą osobą z którą nawiązałem tu kontakt i chciałbym cię bliżej poznać.
Dominikowi zrobiło się ciepło na sercu. Pierwszy raz poczuł, że komuś zależy. Po chwili uświadomił sobie, że jest bardzo cicho.
- Też chciałbym cię poznać – powiedział szczerze – Skąd jesteś?
- Z Gdańska – oznajmił Kuba zapinając bluzę.
- To kawał drogi – stwierdził – Pewnie trudno było ci zostawić przyjaciół…
- Nie mam ich – chłopak posmutniał trochę, przeczesując ręką włosy i siadając na chłodnym piasku. Szesnastolatek zrobił to samo, pocieszając nowego kolegę i zapewniając, że może na niego liczyć.
Rozmawiali o wszystkim co wpadło im do głowy. Dominik dowiedział się, że rodzice Kuby rozwodzą się, dlatego przyjechał on do Warszawy razem z matką.
- Tęsknie z wujkiem – westchnął przyglądając się wodzie – Wiesz, on był jedyną osobą jaka mnie rozumiała – zaczął rysować palcem po piasku – Przepraszam, że tak przynudzam, ale wydajesz się godny zaufania.
Łapiński nie wierzył własnym uszom. Ktoś mu zaufał. Ktoś mu zaufał. Ktoś mu zaufał…
Niebo robiło się ciemne, a latarnie na ulicach Warszawy zaczęły świecić żółtym i białym światłem. Nagle Kuba zerwał się na nogi.
- Jak już późno –prawie pisnął – Mama mnie zabije! – złapał się z głowę, patrząc na zegarek. Odwrócił się do chłopaka, posyłając mu przepraszające spojrzenie – Fajny jesteś, Dominik. Masz czas w poniedziałek?
- Pewnie – odpowiedział bez wahania i dowiedział się, gdzie mieszka nastolatek. To całkiem niedaleko od jego domu! Ustalili, że spotkają się w parku, przy starej, charakterystycznej ławce. Pożegnali się z uśmiechem na ustach.
                                                                              *
- Dominik, gdzieś ty był? – zapytała z furią w oczach jego matka – Jest 23:00.
- Na mieście – szesnastolatek wywrócił oczami, kierując się w stronę schodów – Nie jestem głodny, idę do siebie – uprzedził słowa mamy. Wręcz wbiegł po schodach i rzucił się na miękkie łóżko, przewracając się na plecy, a następnie zamknął oczy i uśmiechał się sam do siebie. Był szczęśliwy, że wreszcie znalazł kogoś z kim się dowiaduje. Gabriela też wydawała się miła.
Po paru minutach, wyjął aparat ze swojej torby i rozpoczął przeglądanie dzisiejszych zdjęć. W końcu trafił na ostatnią fotografie przedstawiającą Kubę. Zatopił wzrok w jego sylwetce. Nawet nie zauważył, kiedy zasnął, trzymając urządzenie w prawej ręce.
                                                                                              ***
*poniedziałek*
Dominik obudził się z cichym jękiem, kładąc rękę na przycisku budzika. Dopiero po paru minutach uświadomił sobie, że dzisiaj jest ten dzień. Miał znowu zobaczyć Kubę i to sprawiło, że miał ochotę pójść do szkoły. Tak więc szybko się ubrał i zbiegł na śniadanie. Rodziców nie było. Chłopak się do tego przyzwyczaił i nauczył radzić w takich sytuacjach. Zjadł miseczkę płatków z mlekiem i wypił sok. Po chwili szedł do szkoły, słuchając muzyki przez słuchawki.
Lekcje wydawały się dzisiaj ciągnąć w nieskończoność. Nauczycielka jęz. polskiego uparła się na pisanie opowiadań. Dominik był w tym dobry, pewnie dlatego, że dużo czytał. Skończył jako pierwszy i ze znudzeniem przeglądał strony podręcznika. Nagle wylądowała przed nim kulka papieru. Nastolatek westchnął cicho i niepewnie wziął kawałek kartki do ręki.
„Ciota”
Te jedno słowo sprawiło, że jego odbiorcę zaczęło boleć serce. Zacisnął powieki, zgniatając wiadomość. Dlaczego ludzie muszą być tacy okropni?

Po 7 lekcjach szesnastolatek został zaciągnięty do łazienki. Widocznie Robert, Łukasz i Przemek nie potrafili odpuścić.
- Czas na zabawę – gwizdnął Robert, pchając Dominik na kolana, w jednej z kabin. Chłopak wiedział co zaraz nastąpi. Zacisnął usta w wąską kreskę, zamknął oczy i błagał, żeby było już po wszystkim. Łukasz chwycił go za kark i jego głowa wylądowała w muszli klozetowej. Trójka dręczycieli zaśmiała się, powtarzając czynność parę razy, zaś Łapiński krztusił się wodą. Wkrótce wszystko się skończyło, a chłopcy zostawili Dominika na zimnych kafelkach z mokrą głową. Sam poszkodowany miał już dosyć, dlatego urwał się z WF’u. Chwycił za torbę i zaczął biec. Dotarł do parku. Parę minut później poczuł, że na kogoś wpadł. Zaskoczony zobaczył przed sobą niebieskookiego chłopka, który miał wymalowaną na twarzy taką samą reakcję.
- Kuba – jęknął Dominik, z zakłopotaniem przeczesując palcami wilgotne włosy – Co ty tu robisz? Mieliśmy się spotkać za godzinę…
- Przyszedłem wcześniej, aby mieć pewność, że się nie spóźnię – odparł – A ty jak się tu znalazłeś? Co się stało? – zapytał patrząc na jego twarz, z której woda spływała ciurkami.
- Um – zaczął nastolatek – Miałem jeden problem z takimi jednymi – nie chciał się przyznawać do tego, że jest gnębiony, ale po co się oszukiwać. Tak przecież było – Zdenerwowałem się i uciekłem z ostatniej lekcji – dodał.
- Chodźmy na słońce, wysuszysz się – zaproponował Kuba, po czym dwójka usiadła na trawie – Mogę ci coś pokazać? – Dominik przytaknął zaciekawiony. Jego towarzysz wyjął blok rysunkowy i podał mu do rąk. Nastolatek przerzucił brulion i zobaczył pierwszy rysunek. Był to płaczący anioł. Leżał na ciemnych posadzkach w ciemnym tle. Dookoła leżały pojedyncze pióra, poplamione krwią tak jak ręce anioła. Upadłego anioła. Chłopak zobaczył jeszcze parę rysunków, aby zaraz zwrócić blok z dziełami sztuki – Mogę cię narysować? – spytał nieśmiało właściciel rysunków, wyjmując z plecaka ołówek. Godzinę potem powstał piękny portret Dominika Łapińskiego. Sam narysowany nie mógł się na siebie na patrzeć. Wkrótce położyli się obok siebie, aby móc popatrzeć na niebo, które robiło się pomarańczowe. Stykali się delikatnie dłońmi, co wywoływało u Dominika przyjemne dreszcze. Obserwowali chmury, rozpoznając kształty i śmiejąc się.
- Czasami zastanawiam się, co by było gdyby moi rodzice byli razem – odezwał się Kuba, goniąc wzrokiem białe obłoki – Bylibyśmy szczęśliwą rodziną. Moja mama przestała by sprowadzać do domu różnych facetów, udających osobę, która dała mi życie. Ojciec nie wysyłał by wtedy pieniędzy pocztą i rozmawiał przez telefon jeden raz w tygodniu – posmutniał.
- Moi rodziców nigdy nie ma w domu – przyznał się Dominik – Jedynie w weekendy są trochę w domu, ale to naprawdę rzadko. A nawet gdyby, rozmowa toczy się o finansach i innych rzeczach. Czasami czuję się samotny.
- A inni w ogóle tego nie zauważają – dokończył jego towarzysz, odwracając twarz na bok. Szesnastolatek zrobił to samo. Patrzyli sobie w oczy. Oboje rozumieli ten ból. Brak przyjaciół i wsparcia od rodziny. Wolny czas poświęcony na myślenie nad sensem życia. Nagle zaczęli się do siebie przybliżać. Wszystko było jakby w zwolnionym tempie. Usta Kuby lekko drgały, jakby nie był do końca pewny co robi.
Wtem usłyszeli dźwięk muzyki i odskoczyli od siebie jak oparzeni. Niebieskooki wyciągnął telefon, bo to był jego dzwonek na komórce: Black Veil Brides – Perfect Weapon. Właściciel komórki posłał przepraszające spojrzenie, a następnie odebrał połączenie.
- Halo? Mama? Jestem w okolicy – Kuba posłał znaczące spojrzenie koledze – Co robię? Nic specjalnego… - Dominik zrobił dziwną minę – Wracać...? Ale mamo! …Dlaczego muszę być przy każdej kolacji z kolejnym frajerem!? … Będę się tak wyrażać, nie zabronisz mi – krzyknął zrywając się na równe nogi – On nie jest moim ojcem, dobrze o tym wiesz! – tym razem syknął.
Przez twarz chłopaka przemknął cień wściekłości. Do oczu napłynęły mu łzy, które zaraz szybko wytarł.
- Przepraszam – zaśmiał się chaotycznie – Może pomyślisz, że jestem jakimś słabym idiotą i w ogóle – pociągnął przy tym nosem.
- Nie jesteś słabym idiotą – nastolatek również wstał – Rozumiem co czujesz, ale proponuję, abyś poszedł na tą kolacje. Nie chcę, żebyś przez to miał jakieś kłopoty – uśmiechnął się słabo – Jak mielibyśmy się wtedy spotykać? – zachichotał.
- Dobra, pójdę – zrezygnowany Kuba podniósł plecak z ziemi – Masz mój numer, zdzwonimy się, no nie? – wzruszył ramionami. Dwójka pożegnała się.

Wracając do domu, Dominik poważnie zastanawiał się nad tym co zaszło. Gdyby nie mama Kuby, pewnie doszło by do czegoś nieplanowanego. To stresowało chłopaka i wiedział, że prędko o tym nie zapomni. Co by się stało, jeśli telefon by nie zadzwonił?

środa, 15 maja 2013

Część 1 - Skylar


„Zmiany przychodzą jak lekki wiatr, który porusza zasłony o poranku i jak delikatne perfumy pachnące dzikimi kwiatami, ukrytymi w trawie.” - John Steinbeck


Blondynka weszła do szkoły z dumnie uniesioną głową. Na sobie miała najnowszą, beżową sukienkę Top Shop’u i białe buty na obcasie. Jej powieki błyszczały od jasnych cieni, a oczu nie było widać z pod grubej warstwy tuszu. Na ramieniu wisiała kremowa torba ze srebrną zawieszką. Dziewczyna widziała kątem oka, jak niektóre „kujonki” potykają się o własne nogi mówiąc jej „cześć”. Westchnęła odrzucając włosy do tyłu i podeszła do swojej szafki. Wyjęła potrzebne książki i błyszczyk, którym zaraz potem przejechała po ładnie ułożonych, pełnych ustach. Nagle podbiegła do niej Alice. Była to niska brunetka, z brązowymi oczami. Była jedną z jej najlepszych przyjaciółek.
- Hejka Sky – rzuciła i pocałowały się w dwa policzki – Patrz co mam.
Dziewczyna wyjęła z torebki nowy numer ich ulubionego czasopisma o modzie i gwiazdach. Pośpiesznie otworzyła gazetkę i kartkowała strony, aż znalazła tą, którą szukała. Posłała buziaka do zdjęć i odwróciła plik kartek w stronę Skylar Bellamy.
- Chłopaki dali wywiad – pisnęła wskazując na 5 członków One Direction. Blondynka zlustrowała wzrokiem obrazek.
- Poczytam sobie na fizyce – powiedziała przejmując czasopismo i wrzucając je do torby – Gdzie się podziała Kelly? – zaczęła się rozglądać.
- Poszła z Timmy’m pod klasę – oznajmiła Alice, przejeżdżając różowymi paznokciami po swoich rurkach.
Skylar zacisnęła dłonie w pięści. Timmy był jej chłopakiem, a zarazem kapitanem drużyny footballowej. Miał ciemne włosy, kwadratową szczękę, zielone oczy, wąskie usta i umięśnioną, wysoką sylwetkę.
- Mam nadzieję, że ta suka z nim nie flirtuje – syknęła cicho, sama do siebie i ruszyła pośpiesznym krokiem pod klasę geografii. Brunetka nie kłamała. Kelly stała razem z Timmy’m pod ścianą. Rozmawiali i śmiali się. Blondynka wzięła parę głębokich oddechów na uspokojenie i podeszła bliżej, wpychając się pomiędzy swojego chłopaka, a przyjaciółkę.
- Hej skarbie – uśmiechnęła się do niego zalotnie, kładąc dłonie na jego klatce piersiowej. Stanęła na palcach i złożyła krótki pocałunek na jego ustach, ocierając się o jego ciało. Odwróciła się gwałtownie na pięcie, uderzając swoimi blond kosmykami i twarz Kelly.
- Oh! Nie zauważyłam Cię Kell – udawała zdziwienie. Jej przyjaciółka miała owalną twarz, okalającą przez rudo – brązowe włosy. Posiadała brzoskwiniowe usta i oczy w podobnym kolorze. Jej skóra miała barwę kawy z mlekiem, przez co doskonale było widać, że dziewczyna ma brazylijskie korzenie.

Zaraz potem zadzwonił dzwonek i wszyscy uczniowie weszli do klasy. Skylar siedziała w czwartej ławce pod ścianą razem z Alice, zaś Kelly zajmowała miejsce za nimi, dzieląc ławkę z Gracie Knightley. Nauczycielka weszła do pomieszczenia. Klasę czekała niespodzianka, gdyż tuż za nią przemknął się jakiś chłopak. Jego głowa była spuszczona w dół, przez co nie było widać jego twarzy. Bellamy nie widziała go tu przedtem. Pani Morrison odłożyła, kompletnie niemodną według Skylar, torebkę na krzesło i dokumenty na swoje biurko. Dopiero teraz odwróciła się do swoich podopiecznych, kładąc rękę na ramieniu chłopaka.

- Kochani, chciałabym wam kogoś przedstawić . To nasz nowy uczeń, Thresh Everdeen. Przybył do nas z…

- z wyspy Heavenn – dokończył Thresh, podnosząc głowę do góry. Teraz można było zobaczyć jego urodę.

Z pod karmelowej grzywki spoglądały na klasę czujne, ale spokojne oczy o nieokreślonym kolorze. Uśmiechał się, jednak trudno było określić o czym teraz myśli. W jego policzkach pojawiły się słabo widoczne dołeczki. Wyprostował sylwetkę. Wyraźnie wyróżniał się z otoczenia. Nosił spodnie z dużą ilością kieszeni, w moro oraz ciemno –zielony T-shirt bez nadruków. Buty również nie były znanej marki.

- To bardzo ciekawe, nigdy nie słyszałam o tym miejscu – stwierdziła nauczycielka podchodząc do mapy i poprawiając okulary na nosie.

- To dosyć mała i nieznana wyspa – powiedział chłopak i zaśmiał się cicho – Nie ma jej na zwykłej mapie.

- Cóż, w takim razie siadaj – mruknęła pani Morrison, lekko zawiedziona – Tam jest wolne miejsce – wskazała na ostatnią ławkę pod oknem.   

Thresh poszedł wolnym krokiem do wyznaczonego miejsca i usiadł nie pośpiesznie, stawiając na krześle obok siebie, czarną, przetartą torbę; która wyglądała jak z filmu o poszukiwaczach skarbów. Nie wyglądał na przejętego tym, że spogląda na niego tyle par oczu.

- Dobrze moi drodzy zaczynały lekcje – oznajmiła nauczycielka klaszcząc dwa razy.

Lekcja zaczęła się, ale Skylar myślała głównie o nowym koledze. Wyglądał na skupionego. Patrzyła na niego ukradkiem, słuchając jednym uchem komentarzy Alice o jego ubraniach i włosach w lekkim, naturalnym nieładzie.

Wkrótce zadzwonił dzwonek i uczniowie szybko opuścili klasę, puszczając mimo uszu ostanie słowa Morrison o Europie. Jedynie Thresh Everdeen wyszedł jako ostatni, wcześniej zmywając tablice i poprawiając ławki, ku zadowoleniu Rity Morrison.  

                                                           *

Minęły 3 lekcje, a Skylar Bellamy zaczęła przejmować się tym, że nowy uczeń ani razu nie zaszczycił jej swoim wzrokiem. Nie wiedziała dlaczego - kręciła koło niego i głośno mówiła w jego towarzystwie. Jednakże najbardziej zdenerwowało ją to, że chłopak zaczął rozmawiać z Amy Honay – jej byłą najlepszą przyjaciółką, z którą przerwała kontakt zaraz po tym jak stała się popularna i lubiana.

- Sky idziemy dzisiaj na zakupy? – zapytała Alice, kiedy siedziały wszystkie trzy na ławce przed szkołą.

Słowa brunetki dochodziły do niej jak przez mgłę. Machając głową z przymrużonymi oczami obserwowała jak nowy i jej była przyjaciółka siedzą razem na trawie i opowiadając sobie dowcipy. Amy była bardzo szczupłą dziewczyną z brunatnymi włosami i jasno-niebieskimi oczami, widocznymi kośćmi policzkowymi i średniej wielkości nosie. Jej twarz była w piegach, które jak pamięta Skylar, często mocno pudrowała, aby je ukryć.  Blondynka zastanawiała się dlaczego Thresh nawet na nią nie spojrzał. Była przecież ładna i seksowna, podobała się prawie każdemu mężczyźnie. No właśnie - prawie…

- Sky? – pwoedziała Kelly machając jej przed oczami ręką – Co jest?

Alice i Kelly podążyły za jej wzrokiem. Amy Honay i ten Thresh siedzieli obok siebie na soczystej, zielonej trawie. Chłopak właśnie opowiadał coś dziewczynie, a ona uważnie go słuchała kiwając głową. Skylar już nie pamiętała kiedy ostatnio siedziała na ziemi, a szczególnie na trawie razem z Timmy’m, Alice czy Kelly. Dziewczyny nie chciały się pobrudzić, a jej chłopak nie miał ochoty przebywać tyle czasu w jednym miejscu, bez całowania albo obściskiwania się. Wiedziała tylko, że gdy jeszcze nie była gwiazdą szkoły, razem a Amy oglądały chmury na niebie, albo szukały biedronek na murawie.

- Ta wieśniara i ten typek – zakpiła brunetka, parskając śmiechem – Może zabierze go na te swoją sesję zdjęciową.

Blondynka wzniosła oczy do góry i przypomniała sobie dawne chwile. Amy od zawsze chciała zostać modelką. Kiedy ukończyła piętnaście lat zaczęła uczęszczać na castingi. Marzyła o wielkiej karierze, teraz zapewne było tak samo.

- Błagam Cię, jej nie stać na dobre ciuchy – stwierdziła Kelly wywracając oczami i mierząc dziewczynę wzrokiem. Była ubrana zwyczajnie, nie miała żadnych markowych ciuchów.

- Idźmy na te zakupy – oznajmiła nagle Skylar – Podobno otwierają nowy sklep. Nie możemy tego przegapić.

Dziewczęta posłały sobie uśmiechy. W tym czasie w ich stronę szedł Timmy. Sky wstała i podbiegła zgrabnie w jego stronę. Pocałowała go namiętnie i zaczęła szeptać mu do ucha. Kątem oka patrzyła czy Thresh Everdeen zwrócił na nią uwagę. Specjalnie zatrzymała swojego chłopaka w tym miejscu, aby zwrócić uwagę nowego na swoją osobę. Mówiła głośno i wyraźnie do Timmy’ego, a on uśmiechał się do niej niegrzecznie, jeżdżąc rękami po jej udach. Wtedy zadzwonił dzwonek. Skylar westchnęła odrzucając włosy do tyłu.

- Pa kochanie, lecę na mecz – krzyknął jej chłopak, oddalając się w stronę boiska, ale blondynka miała to gdzieś. Ciemnowłosy chłopak pożegnał się z Amy i skierował się do główny drzwi.

- Chodźcie dziewczyny. Czas na trening! – wycedziła Skylar, cignąc za sobą przyjaciółki. Wiedziała, że teraz zrobi wszystko, aby ten chłopak wreszcie ją zauważył…

_____________________________
Niedługo dodam postacie drugoplanowe do zakładki "Bohaterowie"
Następna notka o Maxxim.

piątek, 3 maja 2013

Część 1 - Dominik

"To, jaki styl życia ludzie wybierają i w kim się zakochują, nigdy nie powinno być kwestionowane przez innych."
Sarah  Addison Allen (książka Słodki Zapach Brzoskwiń)   

Czarnowłosy szesnastolatek zarzucił plecak na ramię. Wziął książkę w rękę i jako ostatni wyszedł z klasy, na początku zmywając tablicę. Poszedł wolnym krokiem do szatni. Miał chichą nadzieję, że Ci trzej; Robert, Łukasz i Przemek, już poszli do domów. Wkroczył do pomieszczenia, które mieściło się w szkolnych piwnicach. Tak chyba było w każdej polskiej szkole. Podniósł swoją ciemny płaszcz, leżący na podłodze. Były na nim ślady stóp. Buty też jak zwykle się gdzieś zapodziały, więc musiał ich szukać przez następne 15 minut.
Westchnął ciężko i niespokojnie, stojąc przed budynkiem i rozglądając się. Była już następna lekcja, więc na placu było pusto. Skręcił na tyły, bo tam było wyjście. Nagle ktoś popchnął go do przodu. Ledwo utrzymał równowagę. Przycisnął książkę do piersi. Dobrze wiedział kto za nim stał. Robert. Wysoki szatyn o zielonych oczach, nie znający litości, ani współczucia. Z cienia wyszli także jego dwaj najlepsi kumple: Łukasz – rudy, brązowe oczy, postrach osiedla; oraz Przemek – niski blondyn o nieprzyjemnym wyrazie twarzy, który jednak potrafił dokopać.
Rudy pociągnął go do tyłu i szarpnął za koszulkę, zaś blondyn wyrwał książkę, wbijając paznokcie w miękką okładkę.
- I co emo - pedale? – zaśmiał się Robert, rzucając mu pełne nienawiści spojrzenie.
Gardził osobami nie potrafiącymi sobie radzić. Nie przegapiłby żadnej okazji aby móc poznęcać się nad innymi, a Łapiński był jego ulubioną zabawką i obiektem dręczenia.
- Puść mnie – powiedział, starając się zachować spokój Dominik; choć w środku piersi serce łomotało mu jak szalone – Zostaw mnie w spokoju.
Bał się komukolwiek powiedzieć o tym co się dzieję, prawie jak każdy nękany. Wtedy Robert mógłby zniszczyć do końca jego życie. Wiedział, że powinien to zgłosić, ale zawsze tchórzył.
- Pamiętnik Narkomanki? – zaśmiał się głupio Łukasz, podrzucając książkę – Co kochasiu, znalazłeś sobie lalunie w podobnej sytuacji? A może wolisz chłopców?
Dominik zadrżał kiedy jego plecak wylądował na ziemi i był kilkukrotnie kopany.
Wtedy, niespodziewanie kopnął trzymającego go napastnika w kolano i odepchnął go od siebie. Robert był w szoku, jednak szybko złapał chłopaka i uderzył z pięści w twarz, dając dodatkowo kilka kopnięć w brzuch. Szesnastolatek kulił się na asfalcie, trzymając ręce na brzuchu. Poczuł w ustach smak krwi, która ściekała również po jego policzku i czole. Przemek ostatni raz kopnął jego plecak, a potem odszedł razem z pozostałymi.
- Emo – frajer.
Czarnooki podniósł się dopiero po paru minutach, kiedy ból trochę ustąpił. Otrzepał się z kurzu. Pozbierał książki i pliki kartek do plecaka oraz podniósł Pamiętnik Narkomanki. Pogłaskał czule okładkę i starając się powstrzymać łzy, napływające do jego dużych, pięknych, czarnych oczu. Ruszył ku bramie, owijając się ręką wokół pasa.
                                                                                         *
Wieczorem, gdy jego rodzice wrócili do domu, zamknął się w pokoju, aby nie zobaczyli wielkiej, fioletowej plamy pod jego okiem, potocznie zwanej „śliwą”.
Pokój był dosyć skromny. Jednoosobowe łóżko, z czarnego drewna, szafa i biurko w podobnych kolorach. Na ścianach wisiały różne zdjęcia. Łapiński lubił fotografować przyrodę i ludzi. To sprawiało mu taką samą przyjemność jak obserwowania ich. Duże okno, a pod nim kozetka z czarnym okryciem i poduszkami. Za szybą było rozłożyste drzewo, którego nazwy nie znał, a potem ulica, którą musiał prawie codziennie pokonywać do szkoły. Nie miał złych ocen, był nienagannym uczniem, jednakże chodzenie do tego budynku, nie sprawiało mu najmniejszej przyjemności. Po co mu to, skoro nie ma przyjaciół, kolegów, zaś dręczycieli i nienawistnych nastolatków, którzy nie akceptują innych?
- Dominik! – krzyknęła jego mama, sekretarka w biurze – Obiad!
Chłopak zaniepokoił się. Podniósł koszulkę pod którą kryły się siniaki i opuchnięta skóra. Westchnął.
- Nie jestem głodny – odkrzyknął opuszczając koszulkę i zamykając czytaną lekturę.
- Chodź tu natychmiast. Mam zawołać ojca? – Czarnowłosy westchnął ponownie i zakładając bluzę podszedł do lustra.
Długą, czarną grzywką zakrył oko i zbiegł pod schodach na dół. Usiadł posłusznie przy stole, wbijając wzrok w talerz. Tymczasem pani Łapińska postawiła na stole późny obiad, czyli kurczaka, ziemniaki i surówkę. Dominik nalał sobie soku jabłkowego do szklanki i upił łyk. Wkrótce pojawił się również pan Łapiński, biznesmen. Jedli w spokoju, nie odzywając się do siebie. Szesnastolatek milczał, grzebiąc widelcem w ziemniakach. Matka zauważyła to i zaczęła.
- Synku, wszystko w porządku? Nic nie mówisz – pominęła fakt, że chłopak zawsze nie odzywa się podczas posiłków – Powinieneś się wybrać do fryzjera, jak ty wyglądasz?
Przejechała rękę po jego włosach, odgarniając grzywkę, na co czarnooki odskoczył jak oparzony. Na jego twarzy widniał brzydki, purpurowy siniec. Kobieta wstała i wzięła jego twarz w dłonie, mimo tego, że nastolatek się wyrywał, pokazując niechęć. Jej mąż również przerwał jedzenie. W końcu poddał się.
- Dominik, biłeś się? – spytała karcąco – Kto Ci to zrobił, powiedz a…
- Wpadłem na słup – odpowiedział, pierwszą rzecz, która wpadła mi do głowy. Dopiero po chwili uświadomił sobie jak głupio to brzmi.
- Znowu czytałeś książkę, idąc? – spytał jego ojciec niezadowolony, z fascynacji czytelniczej syna.
-  Tak jakby – skrzywił się. Od tego gwałtownego ruchu zaczęły boleć go rany na brzuchu.
- Uważaj bardziej, proszę – pani Łapińska pogłaskała go po ramieniu. Odsunął się i usiadł. Dokończyli obiad tak jak go zaczęli.
- Jutro musimy gdzieś iść synu. Nie będzie nas do 17:00.
Stojąc pod prysznicem, Dominik rozmyślał o jutrzejszym dniu. Czekały go dwa dni weekendu. Zaplanował, że w sobotę wyskoczy nad Wisłę, porobić zdjęcia. Może wyjdzie z tego ładny kolaż?
                                                                                         *
Następnego dnia,  ubrał się i zjadł szybkie śniadanie. Przejechał rękami po włosach i ku jego radości zobaczył w lustrze, że opuchlizna powoli zanika. Do torby zapakował aparat, butelkę wody mineralnej, gumę do żucia i (oczywiście) książkę. Włożył kaptur szarej bluzy na głowę.
Po wejściu do autobusu, skasował bilet i usiadł na wolnym miejscu. Po paru minutach jazdy usłyszał niemiłe komentarze na swój temat. Wbił wzrok w ziemię, starając się być opanowanym. Nagle usłyszał czyjś głos.
- Odczepcie się od niego. Nie macie nic lepszego do roboty? – uniósł głowę i przed sobą zobaczył dziewczynę o ciemnych – blond włosach, błękitnych oczach, małym nosie i ładnie wciętych ustach. Kiedy zauważyła, że na nią patrzy uśmiechnęła się przyjaźnie, puściła rurę, przy której utrzymywała równowagę i usiadła koło Dominika.
- Dzięki – powiedział szesnastolatek uśmiechając się nieśmiało.
- Nie ma sprawy. Nie przejmuj się nimi – popatrzyła na grupkę osób mniej więcej w ich wieku – Jestem Gabriela – powiedziała wystawiając swoją rękę.
- Dominik – uścisnął dłoń dziewczyny. Pierwszy raz tu ją widział.
- Jestem nowa w tej części miasta, przyjechałam z drugiego końca Warszawy – oznajmiła, jakby czytając mu w myślach.
- A teraz gdzie się wybierasz? – spytał.
- Do centrum. Muszę kupić prezent bratu, ma urodziny – westchnęła.
W ciągu czterdziestu pięciu minut sporo się o sobie dowiedzieli. Gabrysia dała mu swój numer telefonu. W końcu czarnowłosy musiał wysiąść. Pożegnał się z dziewczyną, na co ta tylko się uśmiechnęła i przytuliła go lekko. Czyżby nowa znajomość od wielu lat?
Spacerował brzegiem Wisły, tym od strony stadionu narodowego. Pogoda nie była idealna, jednak zdjęcia wychodziły bardzo ładne. Drzewa kołysały się na wietrze, szare i białe chmury przesuwały się po niebie. W Wiśle tworzyły się małe fale. Nastolatek przysiadł na jakimś kamieniu i wziął łyk wody z butelki, a potem przyłożył aparat do oka. Patrzył przez szybkę urządzenia, uśmiechając się sam do siebie. Nagle zatrzymał kursor aparatu na czyjejś sylwetce. Do tej pory myślał, że nikogo tu nie ma. Odsunął powoli sprzęt od twarzy, aby lepiej przyjrzeć się osobie.
To był chłopak. Stał tuż przy wodzie i wpatrywał się w dal. Miał kruczoczarne włosy, tej samej długości co Dominik. Blada cera, wyraźnie zarysowane kości policzkowe. Jego szczupła sylwetka ukryta była pod białymi jeans’ami i czerwonej bluzie. Usta miał zaciśnięte w wąską kreskę. Wyglądał jakby nad czymś głęboko rozmyślał.
Dominik był nim oczarowany. Podszedł bliżej i ukrył się w gąszczach. Nacisnął pstryczek aparatu. Nastąpił lekki błysk, a potem zdjęcie tajemniczego chłopaka wylądowało w aparacie szesnastolatka. Nagle on odwrócił się zaskoczony. Łapiński zaczerwienił się i schował ukradkiem aparat do torby.
- Hej – ciemnowłosy chłopak podszedł bliżej – Wszystko OK?
Dominik pokiwał twierdząco głową. Nie miał pojęcia dlaczego tak reagował.
- Co tu robisz? – spytał tamten. Nastolatek jakby nabrał pewności;
- Mógłbym spytać o to samo – Dominik uśmiechnął się do niego.
- Mam na imię Kuba – rzucił chłopak, a kąciki jego ust poszły w górę.
Potrząsnął głową, a czarna grzywka odsłoniła jego twarz. Teraz Dominik mógł zobaczyć jego niesamowicie niebieskie oczy, w których pewnie utonęłaby nie jedna dziewczyna. A może też chłopak?
___________________
Wkrótce notka o Skylar.
Napisz swoją opinie i co mogłabym poprawić (!)
Tekst pisany przy: Avril Lavigne - Why, Avril Lavigne - Here's To Never Growing Up, A Fine Frenzy - Almost Lover.