Nastolatek wstał wcześnie rano, chociaż była sobota, a on wrócił
wczoraj, późno w nocy. Sam się dziwił, że kiedy przyszedł do domu, okazał się
on pusty. Rodzice pojawili się o 3:00 w nocy, więc nie mieli żadnych pretensji
- nawet nie wiedzieli, że ich syn opuścił swój pokój. Dominik zbiegł po
schodach na dół i zaczął kierować się w stronę jadalni. Usłyszał głosy, co
znaczyło, że jego rodzina właśnie jadła śniadanie. Wziął głęboki oddech i
wkroczył do pomieszczenia. Ojciec siedział przy stole pijąc kawę, a matka
krzątała się po kuchni.
- Dominik? – zdziwiona kobieta oderwała się od krojenia warzyw -
Wcześnie dzisiaj wstałeś.
Chłopak nic nie odpowiedział, tylko usiadł przy stole i zrobił
sobie kanapkę. Jadł w ciszy, a tym czasem pan Łapiński skończył pić kawę i
przyglądał się podejrzliwie synowi. Na kogo on wyrósł? Ktoś, to zobaczyłby ich razem
na ulicy nie pomyślałby, że są spokrewnieni. On sam zastanawiał się czasami czy
to na pewno jego syn. Nie miał pojęcia skąd wielka miłość do książek, dłuższe
włosy i ta nieśmiałość. Po raz kolejny uznał, że Dominik ma w sobie coś z baby.
Ale to tylko jego opinia. Może działo się tak dlatego, że chłopak był wynikiem
zwykłej wpadki?
- Dlaczego nie odbierałeś wczoraj telefonu? - zapytał w końcu -
Nie po to kupiliśmy Ci komórkę, abyś teraz z niej nie korzystał.
- Byłem zajęty - odparł spokojnie nastolatek - Po za tym
rozładowała mi się bateria - dodał po namyśle, biorąc łyk soku pomarańczowego.
- Mało masz ładowarek w tym domu? - jego ojciec nie dawał za
wygraną i westchnął. Szesnastolatek miał ochotę wywrócić oczami, ale wiedział,
że lepiej tego nie robić. Chciał dzisiaj wyjść z domu.
Tymczasem ojciec Dominika zaczął czytać gazetę, a sam Dominik
skończywszy śniadanie, zaraz udał się górę. Znalazł swoją torbę i spakował
potrzebne rzeczy, do których należały pieniądze, aparat i oczywiście komórka.
Z domu postanowił wyjść godzinę wcześniej, aby mieć pewność, że
dotrze na umówioną godzinę. Powoli przemieścił się do przedpokoju, tak by nie
usłyszeli go rodzice. Już kończył wiązać sznurówki butów, gdy za swoimi plecami
usłyszał głośne chrząknięcie. W framudze drzwi stali jego rodziciele, którzy z
zaciekawieniem obserwowali swojego syna.
- Gdzie się wybierasz? - zapytała matka, unosząc brwi do góry.
- Ja... Muszę napisać wypracowanie z historii i chcę iść do
jakiejś dużej biblioteki po trochę materiału - skłamał. Sam zdziwił się, z jaką
łatwością mu to przyszło. Rodzice tylko pokiwali głową, a on mógł w końcu
opuścić dom.
Nienawidził komunikacji miejskiej, ale jednak było w tym coś
innego. Lubił patrzeć na ludzi, każda twarz była inna i na każdej malowały się
różne emocje. Niektórzy ze zniecierpliwieniem czekali aż autobus dotrze na ich
przystanek, a z kolei jeszcze inne osoby rozkoszowały się chwilą spokoju.
Nie było wyjątkowo tłoczono, więc droga mijała dosyć przyjemnie.
Dominik słuchał muzyki przez słuchawki i przeniósł wzrok na widok za oknem.
Zaczął wspominać wczorajszy wieczór. Poczuł przyjemne ciepło, przechodzące
niczym prąd w jego ciele. Takiego cudownego uczucia dostają tylko osoby
zakochane i nie było wątpliwości, że Dominik był po prostu niesamowicie stęskniony
za swoim... No właśnie. I tu pojawiał się problem. Czy on i Kuba byli
oficjalnie razem? W końcu całowali się, dotykali, wyznali miłość, ale czy
któryś zapytał się o chodzenie? Nastolatek nie za bardzo wiedział jak to
wygląda. Nie był doświadczony, a o tym jak wygląda związek, dowiadywał się z
różnych romansideł. Czy miłość była taka sama jak w książkach? Czy naprawdę
potrafiła sprawić, że człowiek mógł czuć się zarazem cudownie i beznadziejnie?
W końcu tam wystarczyłby jeden pocałunek, aby wiedzieli, że są razem.
"Spokojnie, wystarczy, że go zapytasz" - szepnął do
siebie i starał się uspokoić.
Reszta drogi minęła spokojnie i bez żadnych utrudnień. Jak na
zawsze tłoczną Warszawę, nawet nie było korków. Dominik wysiadł koło Placu Defilad i
zaraz w oczy rzucił mu się Pałac Kultury i Nauki, który od zawsze interesował
wszystkie osoby odwiedzające stolicę Polski. Skierował się w stronę
zatłoczonego miejsca, znajdującego się koło skrzyżowania Marszałkowskiej i Alei
Jerozolimskich. Nie miał pojęcia jak znajdzie Kubę w tym tłumie, więc zaczął
kierować rękę do kieszeni z komórką.
Nagle zobaczył znajomą czuprynę i poczuł czyjeś ręce oplatające
jego ciało. To Kuba wbiegł na niego i z głośnym śmiechem przytulił, niczym małe
dziecko. Dominik poczuł usta chłopaka na swoich i momentalnie się rozpłynął.
Tak bardzo za tym tęsknił, a pomyśleć, że to minęło zaledwie kilka godzin od
ich ostatniego spotkania. Po chwili przypomniał sobie, że są w miejscu
publicznym i natychmiast przerwał pocałunek.
Parę ludzi zatrzymało się, jakby nigdy nie widzieli dwóch
całujących się mężczyzn. Szesnastolatek oblał się rumieńcem, gdy jakaś kobieta
zasłoniła oczy swojemu dziecku i z obrzydzeniem wykrzywiła usta. Zupełnie jak
ze sceny z filmu.
To było takie krępujące, a Kuba nawet się tym nie przejął, tylko
spoglądał na Dominika ze zdziwieniem.
- Chodźmy - powiedział i machnął głową w stronę galerii handlowej
po drugiej stronie ulicy. Szybko opuścili tłoczne miejsce i spokojnie przeszli
na drugą stronę ulicy.
- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytał Dominik po kilkuminutowym
marszu. Spuścił głowę w dół i zacisnął usta w wąską kreskę. Jego serce nadal
mocno biło, a twarz była nieco czerwona. Kuba spojrzał na niego kątem oka i
zatrzymał się. Zaraz potem stanął przed Dominikiem i chwycił go za ramiona,
sprawiając tym samym, że znajdowali się na środku chodnika.
- Bo jesteś dla mnie ważny - oznajmił, kładąc dłoń na policzku
bruneta, który momentalnie zadrżał - Nie wstydzę się swoich uczuć do siebie i
ty też nie powinieneś. Nie robisz niczego złego, jesteś sobą. Przestań myśleć o
tym co powiedzą inni. Nie znają cię i nie mają prawa osądzać - skończył, a
następnie bez wahania pocałował chłopaka w czoło.
Dominik zarumienił się i posłał w stronę Kuby nieśmiały uśmiech.
- No już nie rób takiej miny - zaśmiał się tamten - Idziemy do
Empiku?
- Jasne - odparł szesnastolatek. Czuł podniecenie na samą myśl o
tym cudownym miejscu. Książki, filmy, płyty, drobnostki... Jak można nie lubić
tego sklepu? Pamiętał jak zawsze spędzał godziny, szukając odpowiedniej
lektury, która mogłaby go zabrać do innego świata. Magia.
Dotarli do celu i od razu skierowali się do półek z książkami dla
młodzieży. Dominik wziął pierwszą lepszą książkę do ręki i czule przesunął ręką
po jej okładce. Kuba przyglądał się temu z boku, nie mogąc powstrzymać idących
w górę kącików ust.
- To ty zastanów się co chcesz, a ja pójdę do CD - zdecydował w
końcu.
Ruszył w kierunku płyt i znalazł
wykonawców na literę B. Zaczął szukać wzrokiem nazwy zespołu, aż
wreszcie natrafił na odpowiednią płytę. Ściągał muzykę za darmo z internetu jak
inne osoby, ale uwielbiał to uczucie kupowania muzyki. Wiedział wtedy, że płaci
za pracę całej ekipy pracującej na wydaniem tych cudeniek.
W jego dłoniach znajdowała się ostatnio
wydane Sempiternal, Bring Me The Horizon. Uwielbiał wszystkie utwory z tego
albumu i był naprawdę szczęśliwy, że udało mu się go znaleźć. Spojrzał na cenę.
Pięćdziesiąt złotych. Głęboko westchnął, ale zabrał ze sobą płytę. Miał na
nadzieję, że w tym czasie Dominikowi udało się coś wybrać i będzie mógł sprawić
mu przyjemność.
Zobaczył jak brązowooki trzyma w rękach dwie książki i
najwyraźniej nie mógł się na żadną zdecydować. Kuba uznał, że takie niezdecydowanie
było u niego bardzo urocze i po raz kolejny stwierdził, że ten chłopak po prostu go
fascynuje.
Po paru minutach byli już w kasie. Oprócz wybranych rzeczy
dorzucili paczkę kolorowych żelków w kształcie serduszek.
Zaraz potem wybrali się do pobliskiej kawiarni i znaleźli jakieś
spokojne miejsce koło okna. Kuba poszedł po zmówienia, a w tym Dominik zajął
się oceną pomieszczenia. Kiedy już zapoznał się z każdym zakamarkiem skierował
swój wzrok na szybę. Miał wrażenie, że ludzie spacerowali po ulicach bez celu,
jakby nie mieli co robić w sobotnie południe. Co chwila budynek mijały osoby z
psami, roześmiane grupy studentów i uczniów, emeryci albo rodziny z dziećmi.
Chłopak przekręcił głowę na bok, opierając brodę o zewnętrzną część dłoni. W
oczy rzuciła mu się para z dwójką dzieci – nastolatkiem i na oko siedmiolatkiem,
która kierowała się w stronę cukierni Grycan. Nagle chłopakowi przypomniało
się, że rodzice dawno nigdzie z nim nie wychodzili. Od kiedy skończył dwanaście
lat jego rodziciele stali się zajęci, zupełnie nie mieli czasu na wyjścia.
Bolało go, gdy słyszał inne dzieciaki na przerwach, chwalące się tym, gdzie
zabierali je rodzice. To wyjazd do Disneylandu, jakieś wesołe miasteczko czy
kino. To stało się dla niego obce.
- Wszystko ok? – usłyszał nad sobą głos Kuby, który właśnie
stawiał na stoliku dwie gorące herbaty i talerzyk z ciastem. Zajął miejsce
naprzeciwko niego i z troską zagryzł dolną wargę. Dominik natychmiast odgonił
od siebie wspomnienia i rozchmurzył się, zanurzając usta w ciepłym napoju.
- Tak, trochę się zamyśliłem. Co tak długo? – chciał jak
najszybciej zmienić temat.
- Ludzie lubią takie miejsca, więc musiałem znieść kolejkę – Kuba
wzruszył ramionami i chwycił za kubek z parującą herbatą.
- Ile mam ci oddać?
- Daj spokój, przecież to nie majątek.
Przez chwilę nastała między nimi cisza, a w tle dało się słyszeć
dźwięk sprzętu parzącego kawę i rozmowy klientów.
- Jak to jest mieszkać blisko morza? – spytał nagle Dominik, na co
Kuba prawie zachłysnął się piciem – To musi być niesamowite, być tak blisko
wody i móc spacerować po plaży – dodał, wznosząc oczy ku górze.
- To faktycznie świetne – odpowiedział Kuba, najwyraźniej się
rozmarzając – Uwielbiam Warszawę, ale tęsknię za moim starym domem. Muszę
przyznać, że jak dowiedziałem się o przeprowadzce to byłem przerażony. Sama
Warszawa napawała mnie strachem, nie mówiąc już o stresie związanym z nowym
miejscem. Tam gdzie mieszkałem, przeważnie duża część się znała i nie miałem
problemu, aby gdzieś się dostać – roześmiał się cicho, obejmując kubek dłońmi –
Poza tym wcześniej moim miejscem był zwykły dom rodzinny, a teraz muszę
zadowolić się blokiem.
- Blokiem? – zauważył Dominik – Nie mówiłeś o tym wcześniej.
- Tak jakoś wyszło – tamten nabił w tym czasie kawałek ciasta na widelczyk
i podstawił Dominikowi pod nos.
- Muszę cię kiedyś odwiedzić – powiedział nastolatek, przeżuwając
porcję podaną przez chłopaka.
- Tak… - odparł prawie niedosłyszalnie Kuba, kładąc ręce na
stoliku.
- Powiedziałem coś nie tak? – zaniepokoił się Dominik, po czym
położył swoje dłonie na palcach towarzysza – Hej, czy…
- Nie, spokojnie. Po prostu… Będę szczery, moja rodzina jest
rozbita. Każde słowo o domu przypomina mi o rozwodzie moich rodziców. W dodatku
to już niedługo, a ja muszę brać w tym udział. Nie chcę opowiadać o tym co
działo się miedzy moimi rodzicami obcym ludziom. Nie chcę… - ostatnie zdanie
Kuba niemal wyszeptał łamiącym głosem. Dominik poczuł jak pęka mu serce.
Dlaczego to musiało się przydarzyć właśnie takiej cudownej osobie jak Kuba? Czemu
życie jest takie brutalne?
- Z kolei moich rodziców nie ma nigdy w domu i nie dogaduję się z
nimi dobrze… Jakby co, to pamiętaj, że nie jesteś sam. Mamy siebie nawzajem –
uśmiechnął się do właściciela niebieskich tęczówek – Nie myślmy na razie o tym.
Powiedz mi lepiej jakie są twoje ulubione zespoły.
Atmosfera rozluźniła się, a oni zaczęli rozmawiać o takich drobnostkach
jak kolory. Skończyli w tym czasie swoje napoje i ciasto. Kuba
przyglądał się szczęśliwej twarzy Dominika. Nie było teraz nic piękniejszego
niż jego uśmiech i żywe oczy. Nagle buzia szesnastolatka zamarła, a on sam
chwycił za kaptur swojej bluzy i zarzucił ją na głowę.
- Dominik, o co cho… - nie zdołał dokończyć, bo chłopak chwycił go
na łokieć i pociągnął w stronę wyjścia, szybko biorąc przy tym swoją torbę.
Mieli szczęście, że Kuba zapłacił przy kasie, bo inaczej wychodziliby bez zostawienia
pieniędzy. Sam Kuba był zdezorientowany zachowaniem swojego
chłopaka. Opuszczając z nim kawiarnię, zauważył tylko grupę głośnych
dziewczyn w ich wieku, które rozglądały się za wolnymi miejscami, robiąc przy
tym niezły hałas. Kiedy już znaleźli się w bezpiecznej odległości, mogli
odetchnąć i założyć swoje kurtki, które zdążyli jedynie chwycić w ręce.
- Dominik, co się stało? Dlaczego musieliśmy tak nagle wybiec? –
mógł w końcu zapytać Kuba. Chłopak przez dłuższą chwilę zastanawiał się nad
odpowiedzią. Oddychał głęboko i nie odrywał wzroku od czujnych, niebieskich
oczu Kuby.
- Właśnie widziałeś największe plotkary z mojej szkoły i przy
okazji klasy – odpowiedział w końcu – Nienawidzą mnie. Byłyby niezłe kłopoty gdyby
nie zobaczyły.
- Są naprawdę takie złe?
- Nawet nie wiesz jak. Wszystko wiedzą pierwsze i muszą być
pierwsze. Potrafią zniszczyć człowieka – Dominik pokręcił delikatnie głową,
najwyraźniej nadal wstrząśnięty nagłym pojawieniem się „plotkar” – Tak bardzo
cię przepraszam. Też miałem nadzieję, że posiedzimy tam dłużej, ale sam
widzisz…
- Nic się nie stało – pocieszył go Kuba – Dobrze, że nas nie
zauważyły. Tak w ogóle to muszę ci przyznać, że masz refleks.
Obaj wybuchli głośnym śmiechem.
*
Po całym dniu szlajania się po Warszawie, chłopcy z żalem
postanowili wracać. Kuba zgodził się, aby Dominik go odprowadził, bo w końcu
nie mieszkali daleko od siebie. Było ciemno, a oni wracali do domu
niebieskookiego jedną z cichych uliczek. Oczywiście zatrzymywali się co chwila,
aby choć trochę przedłużyć podróż pojedynczymi pocałunkami. Nie dało się opisać
tego jacy byli szczęśliwi. Trzymając się za ręce, wolnym krokiem zbliżali się
do bloku Kuby.
- Mogę cię o coś zapytać? – spytał Dominik i spuszczając głowę w
dół zaczął przyglądać się swoim czarnym trampkom.
- Jasne. Pytaj o co chcesz.
- Kuba, czy my… Czy my jesteśmy razem? – powiedział to. W końcu to
powiedział. Czuł się idiotycznie i nie mógł powstrzymać czerwieniejących
policzków.
- Wiesz głuptasie, że też się miałem o to zapytać? – Kuba
zachichotał nerwowo. Dominik uniósł zdziwiony głowę, a jego czarne brwi poszły
do góry – A ty jak sądzisz? Czy chcesz abyśmy byli razem?
- No ja… My…- chłopakowi zaczął plątać się język.
- To wszystko jasne – Kuba,
który był tylko trochę wyższy od Dominika, delikatnie zbliżył swoją twarz do
policzka szesnastolatka i przyłożył swoje wargi do kącików jego ust.
Znowu tak nieznaczny gest, podziałał na Dominik jak prąd. Z jego
oczu tryskały iskierki szczęścia, nie mógł to we wszystko uwierzyć. Bał się, że
to tylko sen, a on zaraz się obudzi.
- Na którym piętrze mieszkasz, Kuba? – zapytał, gdy już byli
blisko bloku. Żółty, czteropiętrowy budynek nie był najnowszy, ale za to
okolica wyglądała na naprawdę spokojną i przyjemną.
- Ostatnim – odparł Kuba i otworzył drzwi do pierwszej klatki.
Zaraz potem wspinali się po schodach, a niebieskooki zaczął
opowiadać o tym jak jego mamie udało się dostać tutaj mieszkanie. Już prawie
byli na górze, gdy usłyszeli głośne mlaskanie. Zaskoczenie dziwnym odgłosem,
przyśpieszyli kroku. Wtedy Kuba gwałtownie się zatrzymał, a Dominik, który
szedł zaraz za nim, wpadł na jego plecy.
W drzwiach numer 12, znajdowała się namiętnie całująca się para. Brązowowłosy
mężczyzna właśnie trzymał lewą rękę pod bluzką szczupłej blondynki, zaś
prawą zaciskał na jej pośladku i wręcz nachalnie się o nią ocierał. Wyraźnie
dominował i przyciskał kobietę do framugi drzwi, wpychając język do jej ust.
Para była tak zajęta sobą, że nawet nie zauważyła pojawienia się
dwóch chłopaków.
W tym momencie oderwali się od siebie, głośno dysząc.
- Kuba? – blondynka spostrzegła nastolatka i natychmiast zaczęła
wygładzać bluzkę, próbując ukryć zakłopotanie.
Kuba, który chwilę temu zastygł w bezruchu, teraz kręcił z niedowierzaniem
głową. Zaraz potem zaczął szybko zbiegać po schodach.
Dominik stał parę sekund w miejscu, nie mogąc zrozumieć co się
właściwie stało. Nie wiele myśląc, odwrócił się na pięcie i pognał za swoim
chłopakiem, przeskakując po drodze po dwa schodki. Po dotarciu na parter,
wypadł przez drzwi na zewnątrz i zaczął się rozglądać.
______________________
No i wróciłam. Mam już trochę następnych części, więc powinno pójść łatwo. Obiecuję, że wejdę na wasze blogi i je skomentuje. Tak właściwie to już je czytam ;) Część Sky powinna pojawić się już niedługo. Dziękuję za komentarze x i do następnego.
