Każdy pragnie wolności...

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Część 2 - Dominik

"Niektórzy chcą zrozumieć dzieło sztuki - miłość nie żąda zrozumienia" - Bogumił Buczyński


-Mam na imię Kuba – rzucił chłopak, a kąciki jego ust poszły w górę.
Potrząsnął głową, a czarna grzywka odsłoniła jego twarz. Teraz Dominik mógł zobaczyć jego niesamowicie niebieskie oczy, w których pewnie utonęłaby nie jedna dziewczyna. A może też chłopak?
                                                                                              *
- Dominik – mruknął, odwzajemniając uśmiech i nerwowo zagryzając wargę. Stali tak w milczeniu. Kuba badawczo przyglądał się szesnastolatkowi, co wprawiło go w lekkie zakłopotanie. Odchrząknął cicho, poprawiając torbę na ramieniu.
- Przepraszam – zmieszał się niebieskooki – Po prostu jesteś pierwszą osobą z którą nawiązałem tu kontakt i chciałbym cię bliżej poznać.
Dominikowi zrobiło się ciepło na sercu. Pierwszy raz poczuł, że komuś zależy. Po chwili uświadomił sobie, że jest bardzo cicho.
- Też chciałbym cię poznać – powiedział szczerze – Skąd jesteś?
- Z Gdańska – oznajmił Kuba zapinając bluzę.
- To kawał drogi – stwierdził – Pewnie trudno było ci zostawić przyjaciół…
- Nie mam ich – chłopak posmutniał trochę, przeczesując ręką włosy i siadając na chłodnym piasku. Szesnastolatek zrobił to samo, pocieszając nowego kolegę i zapewniając, że może na niego liczyć.
Rozmawiali o wszystkim co wpadło im do głowy. Dominik dowiedział się, że rodzice Kuby rozwodzą się, dlatego przyjechał on do Warszawy razem z matką.
- Tęsknie z wujkiem – westchnął przyglądając się wodzie – Wiesz, on był jedyną osobą jaka mnie rozumiała – zaczął rysować palcem po piasku – Przepraszam, że tak przynudzam, ale wydajesz się godny zaufania.
Łapiński nie wierzył własnym uszom. Ktoś mu zaufał. Ktoś mu zaufał. Ktoś mu zaufał…
Niebo robiło się ciemne, a latarnie na ulicach Warszawy zaczęły świecić żółtym i białym światłem. Nagle Kuba zerwał się na nogi.
- Jak już późno –prawie pisnął – Mama mnie zabije! – złapał się z głowę, patrząc na zegarek. Odwrócił się do chłopaka, posyłając mu przepraszające spojrzenie – Fajny jesteś, Dominik. Masz czas w poniedziałek?
- Pewnie – odpowiedział bez wahania i dowiedział się, gdzie mieszka nastolatek. To całkiem niedaleko od jego domu! Ustalili, że spotkają się w parku, przy starej, charakterystycznej ławce. Pożegnali się z uśmiechem na ustach.
                                                                              *
- Dominik, gdzieś ty był? – zapytała z furią w oczach jego matka – Jest 23:00.
- Na mieście – szesnastolatek wywrócił oczami, kierując się w stronę schodów – Nie jestem głodny, idę do siebie – uprzedził słowa mamy. Wręcz wbiegł po schodach i rzucił się na miękkie łóżko, przewracając się na plecy, a następnie zamknął oczy i uśmiechał się sam do siebie. Był szczęśliwy, że wreszcie znalazł kogoś z kim się dowiaduje. Gabriela też wydawała się miła.
Po paru minutach, wyjął aparat ze swojej torby i rozpoczął przeglądanie dzisiejszych zdjęć. W końcu trafił na ostatnią fotografie przedstawiającą Kubę. Zatopił wzrok w jego sylwetce. Nawet nie zauważył, kiedy zasnął, trzymając urządzenie w prawej ręce.
                                                                                              ***
*poniedziałek*
Dominik obudził się z cichym jękiem, kładąc rękę na przycisku budzika. Dopiero po paru minutach uświadomił sobie, że dzisiaj jest ten dzień. Miał znowu zobaczyć Kubę i to sprawiło, że miał ochotę pójść do szkoły. Tak więc szybko się ubrał i zbiegł na śniadanie. Rodziców nie było. Chłopak się do tego przyzwyczaił i nauczył radzić w takich sytuacjach. Zjadł miseczkę płatków z mlekiem i wypił sok. Po chwili szedł do szkoły, słuchając muzyki przez słuchawki.
Lekcje wydawały się dzisiaj ciągnąć w nieskończoność. Nauczycielka jęz. polskiego uparła się na pisanie opowiadań. Dominik był w tym dobry, pewnie dlatego, że dużo czytał. Skończył jako pierwszy i ze znudzeniem przeglądał strony podręcznika. Nagle wylądowała przed nim kulka papieru. Nastolatek westchnął cicho i niepewnie wziął kawałek kartki do ręki.
„Ciota”
Te jedno słowo sprawiło, że jego odbiorcę zaczęło boleć serce. Zacisnął powieki, zgniatając wiadomość. Dlaczego ludzie muszą być tacy okropni?

Po 7 lekcjach szesnastolatek został zaciągnięty do łazienki. Widocznie Robert, Łukasz i Przemek nie potrafili odpuścić.
- Czas na zabawę – gwizdnął Robert, pchając Dominik na kolana, w jednej z kabin. Chłopak wiedział co zaraz nastąpi. Zacisnął usta w wąską kreskę, zamknął oczy i błagał, żeby było już po wszystkim. Łukasz chwycił go za kark i jego głowa wylądowała w muszli klozetowej. Trójka dręczycieli zaśmiała się, powtarzając czynność parę razy, zaś Łapiński krztusił się wodą. Wkrótce wszystko się skończyło, a chłopcy zostawili Dominika na zimnych kafelkach z mokrą głową. Sam poszkodowany miał już dosyć, dlatego urwał się z WF’u. Chwycił za torbę i zaczął biec. Dotarł do parku. Parę minut później poczuł, że na kogoś wpadł. Zaskoczony zobaczył przed sobą niebieskookiego chłopka, który miał wymalowaną na twarzy taką samą reakcję.
- Kuba – jęknął Dominik, z zakłopotaniem przeczesując palcami wilgotne włosy – Co ty tu robisz? Mieliśmy się spotkać za godzinę…
- Przyszedłem wcześniej, aby mieć pewność, że się nie spóźnię – odparł – A ty jak się tu znalazłeś? Co się stało? – zapytał patrząc na jego twarz, z której woda spływała ciurkami.
- Um – zaczął nastolatek – Miałem jeden problem z takimi jednymi – nie chciał się przyznawać do tego, że jest gnębiony, ale po co się oszukiwać. Tak przecież było – Zdenerwowałem się i uciekłem z ostatniej lekcji – dodał.
- Chodźmy na słońce, wysuszysz się – zaproponował Kuba, po czym dwójka usiadła na trawie – Mogę ci coś pokazać? – Dominik przytaknął zaciekawiony. Jego towarzysz wyjął blok rysunkowy i podał mu do rąk. Nastolatek przerzucił brulion i zobaczył pierwszy rysunek. Był to płaczący anioł. Leżał na ciemnych posadzkach w ciemnym tle. Dookoła leżały pojedyncze pióra, poplamione krwią tak jak ręce anioła. Upadłego anioła. Chłopak zobaczył jeszcze parę rysunków, aby zaraz zwrócić blok z dziełami sztuki – Mogę cię narysować? – spytał nieśmiało właściciel rysunków, wyjmując z plecaka ołówek. Godzinę potem powstał piękny portret Dominika Łapińskiego. Sam narysowany nie mógł się na siebie na patrzeć. Wkrótce położyli się obok siebie, aby móc popatrzeć na niebo, które robiło się pomarańczowe. Stykali się delikatnie dłońmi, co wywoływało u Dominika przyjemne dreszcze. Obserwowali chmury, rozpoznając kształty i śmiejąc się.
- Czasami zastanawiam się, co by było gdyby moi rodzice byli razem – odezwał się Kuba, goniąc wzrokiem białe obłoki – Bylibyśmy szczęśliwą rodziną. Moja mama przestała by sprowadzać do domu różnych facetów, udających osobę, która dała mi życie. Ojciec nie wysyłał by wtedy pieniędzy pocztą i rozmawiał przez telefon jeden raz w tygodniu – posmutniał.
- Moi rodziców nigdy nie ma w domu – przyznał się Dominik – Jedynie w weekendy są trochę w domu, ale to naprawdę rzadko. A nawet gdyby, rozmowa toczy się o finansach i innych rzeczach. Czasami czuję się samotny.
- A inni w ogóle tego nie zauważają – dokończył jego towarzysz, odwracając twarz na bok. Szesnastolatek zrobił to samo. Patrzyli sobie w oczy. Oboje rozumieli ten ból. Brak przyjaciół i wsparcia od rodziny. Wolny czas poświęcony na myślenie nad sensem życia. Nagle zaczęli się do siebie przybliżać. Wszystko było jakby w zwolnionym tempie. Usta Kuby lekko drgały, jakby nie był do końca pewny co robi.
Wtem usłyszeli dźwięk muzyki i odskoczyli od siebie jak oparzeni. Niebieskooki wyciągnął telefon, bo to był jego dzwonek na komórce: Black Veil Brides – Perfect Weapon. Właściciel komórki posłał przepraszające spojrzenie, a następnie odebrał połączenie.
- Halo? Mama? Jestem w okolicy – Kuba posłał znaczące spojrzenie koledze – Co robię? Nic specjalnego… - Dominik zrobił dziwną minę – Wracać...? Ale mamo! …Dlaczego muszę być przy każdej kolacji z kolejnym frajerem!? … Będę się tak wyrażać, nie zabronisz mi – krzyknął zrywając się na równe nogi – On nie jest moim ojcem, dobrze o tym wiesz! – tym razem syknął.
Przez twarz chłopaka przemknął cień wściekłości. Do oczu napłynęły mu łzy, które zaraz szybko wytarł.
- Przepraszam – zaśmiał się chaotycznie – Może pomyślisz, że jestem jakimś słabym idiotą i w ogóle – pociągnął przy tym nosem.
- Nie jesteś słabym idiotą – nastolatek również wstał – Rozumiem co czujesz, ale proponuję, abyś poszedł na tą kolacje. Nie chcę, żebyś przez to miał jakieś kłopoty – uśmiechnął się słabo – Jak mielibyśmy się wtedy spotykać? – zachichotał.
- Dobra, pójdę – zrezygnowany Kuba podniósł plecak z ziemi – Masz mój numer, zdzwonimy się, no nie? – wzruszył ramionami. Dwójka pożegnała się.

Wracając do domu, Dominik poważnie zastanawiał się nad tym co zaszło. Gdyby nie mama Kuby, pewnie doszło by do czegoś nieplanowanego. To stresowało chłopaka i wiedział, że prędko o tym nie zapomni. Co by się stało, jeśli telefon by nie zadzwonił?