Każdy pragnie wolności...

środa, 15 maja 2013

Część 1 - Skylar


„Zmiany przychodzą jak lekki wiatr, który porusza zasłony o poranku i jak delikatne perfumy pachnące dzikimi kwiatami, ukrytymi w trawie.” - John Steinbeck


Blondynka weszła do szkoły z dumnie uniesioną głową. Na sobie miała najnowszą, beżową sukienkę Top Shop’u i białe buty na obcasie. Jej powieki błyszczały od jasnych cieni, a oczu nie było widać z pod grubej warstwy tuszu. Na ramieniu wisiała kremowa torba ze srebrną zawieszką. Dziewczyna widziała kątem oka, jak niektóre „kujonki” potykają się o własne nogi mówiąc jej „cześć”. Westchnęła odrzucając włosy do tyłu i podeszła do swojej szafki. Wyjęła potrzebne książki i błyszczyk, którym zaraz potem przejechała po ładnie ułożonych, pełnych ustach. Nagle podbiegła do niej Alice. Była to niska brunetka, z brązowymi oczami. Była jedną z jej najlepszych przyjaciółek.
- Hejka Sky – rzuciła i pocałowały się w dwa policzki – Patrz co mam.
Dziewczyna wyjęła z torebki nowy numer ich ulubionego czasopisma o modzie i gwiazdach. Pośpiesznie otworzyła gazetkę i kartkowała strony, aż znalazła tą, którą szukała. Posłała buziaka do zdjęć i odwróciła plik kartek w stronę Skylar Bellamy.
- Chłopaki dali wywiad – pisnęła wskazując na 5 członków One Direction. Blondynka zlustrowała wzrokiem obrazek.
- Poczytam sobie na fizyce – powiedziała przejmując czasopismo i wrzucając je do torby – Gdzie się podziała Kelly? – zaczęła się rozglądać.
- Poszła z Timmy’m pod klasę – oznajmiła Alice, przejeżdżając różowymi paznokciami po swoich rurkach.
Skylar zacisnęła dłonie w pięści. Timmy był jej chłopakiem, a zarazem kapitanem drużyny footballowej. Miał ciemne włosy, kwadratową szczękę, zielone oczy, wąskie usta i umięśnioną, wysoką sylwetkę.
- Mam nadzieję, że ta suka z nim nie flirtuje – syknęła cicho, sama do siebie i ruszyła pośpiesznym krokiem pod klasę geografii. Brunetka nie kłamała. Kelly stała razem z Timmy’m pod ścianą. Rozmawiali i śmiali się. Blondynka wzięła parę głębokich oddechów na uspokojenie i podeszła bliżej, wpychając się pomiędzy swojego chłopaka, a przyjaciółkę.
- Hej skarbie – uśmiechnęła się do niego zalotnie, kładąc dłonie na jego klatce piersiowej. Stanęła na palcach i złożyła krótki pocałunek na jego ustach, ocierając się o jego ciało. Odwróciła się gwałtownie na pięcie, uderzając swoimi blond kosmykami i twarz Kelly.
- Oh! Nie zauważyłam Cię Kell – udawała zdziwienie. Jej przyjaciółka miała owalną twarz, okalającą przez rudo – brązowe włosy. Posiadała brzoskwiniowe usta i oczy w podobnym kolorze. Jej skóra miała barwę kawy z mlekiem, przez co doskonale było widać, że dziewczyna ma brazylijskie korzenie.

Zaraz potem zadzwonił dzwonek i wszyscy uczniowie weszli do klasy. Skylar siedziała w czwartej ławce pod ścianą razem z Alice, zaś Kelly zajmowała miejsce za nimi, dzieląc ławkę z Gracie Knightley. Nauczycielka weszła do pomieszczenia. Klasę czekała niespodzianka, gdyż tuż za nią przemknął się jakiś chłopak. Jego głowa była spuszczona w dół, przez co nie było widać jego twarzy. Bellamy nie widziała go tu przedtem. Pani Morrison odłożyła, kompletnie niemodną według Skylar, torebkę na krzesło i dokumenty na swoje biurko. Dopiero teraz odwróciła się do swoich podopiecznych, kładąc rękę na ramieniu chłopaka.

- Kochani, chciałabym wam kogoś przedstawić . To nasz nowy uczeń, Thresh Everdeen. Przybył do nas z…

- z wyspy Heavenn – dokończył Thresh, podnosząc głowę do góry. Teraz można było zobaczyć jego urodę.

Z pod karmelowej grzywki spoglądały na klasę czujne, ale spokojne oczy o nieokreślonym kolorze. Uśmiechał się, jednak trudno było określić o czym teraz myśli. W jego policzkach pojawiły się słabo widoczne dołeczki. Wyprostował sylwetkę. Wyraźnie wyróżniał się z otoczenia. Nosił spodnie z dużą ilością kieszeni, w moro oraz ciemno –zielony T-shirt bez nadruków. Buty również nie były znanej marki.

- To bardzo ciekawe, nigdy nie słyszałam o tym miejscu – stwierdziła nauczycielka podchodząc do mapy i poprawiając okulary na nosie.

- To dosyć mała i nieznana wyspa – powiedział chłopak i zaśmiał się cicho – Nie ma jej na zwykłej mapie.

- Cóż, w takim razie siadaj – mruknęła pani Morrison, lekko zawiedziona – Tam jest wolne miejsce – wskazała na ostatnią ławkę pod oknem.   

Thresh poszedł wolnym krokiem do wyznaczonego miejsca i usiadł nie pośpiesznie, stawiając na krześle obok siebie, czarną, przetartą torbę; która wyglądała jak z filmu o poszukiwaczach skarbów. Nie wyglądał na przejętego tym, że spogląda na niego tyle par oczu.

- Dobrze moi drodzy zaczynały lekcje – oznajmiła nauczycielka klaszcząc dwa razy.

Lekcja zaczęła się, ale Skylar myślała głównie o nowym koledze. Wyglądał na skupionego. Patrzyła na niego ukradkiem, słuchając jednym uchem komentarzy Alice o jego ubraniach i włosach w lekkim, naturalnym nieładzie.

Wkrótce zadzwonił dzwonek i uczniowie szybko opuścili klasę, puszczając mimo uszu ostanie słowa Morrison o Europie. Jedynie Thresh Everdeen wyszedł jako ostatni, wcześniej zmywając tablice i poprawiając ławki, ku zadowoleniu Rity Morrison.  

                                                           *

Minęły 3 lekcje, a Skylar Bellamy zaczęła przejmować się tym, że nowy uczeń ani razu nie zaszczycił jej swoim wzrokiem. Nie wiedziała dlaczego - kręciła koło niego i głośno mówiła w jego towarzystwie. Jednakże najbardziej zdenerwowało ją to, że chłopak zaczął rozmawiać z Amy Honay – jej byłą najlepszą przyjaciółką, z którą przerwała kontakt zaraz po tym jak stała się popularna i lubiana.

- Sky idziemy dzisiaj na zakupy? – zapytała Alice, kiedy siedziały wszystkie trzy na ławce przed szkołą.

Słowa brunetki dochodziły do niej jak przez mgłę. Machając głową z przymrużonymi oczami obserwowała jak nowy i jej była przyjaciółka siedzą razem na trawie i opowiadając sobie dowcipy. Amy była bardzo szczupłą dziewczyną z brunatnymi włosami i jasno-niebieskimi oczami, widocznymi kośćmi policzkowymi i średniej wielkości nosie. Jej twarz była w piegach, które jak pamięta Skylar, często mocno pudrowała, aby je ukryć.  Blondynka zastanawiała się dlaczego Thresh nawet na nią nie spojrzał. Była przecież ładna i seksowna, podobała się prawie każdemu mężczyźnie. No właśnie - prawie…

- Sky? – pwoedziała Kelly machając jej przed oczami ręką – Co jest?

Alice i Kelly podążyły za jej wzrokiem. Amy Honay i ten Thresh siedzieli obok siebie na soczystej, zielonej trawie. Chłopak właśnie opowiadał coś dziewczynie, a ona uważnie go słuchała kiwając głową. Skylar już nie pamiętała kiedy ostatnio siedziała na ziemi, a szczególnie na trawie razem z Timmy’m, Alice czy Kelly. Dziewczyny nie chciały się pobrudzić, a jej chłopak nie miał ochoty przebywać tyle czasu w jednym miejscu, bez całowania albo obściskiwania się. Wiedziała tylko, że gdy jeszcze nie była gwiazdą szkoły, razem a Amy oglądały chmury na niebie, albo szukały biedronek na murawie.

- Ta wieśniara i ten typek – zakpiła brunetka, parskając śmiechem – Może zabierze go na te swoją sesję zdjęciową.

Blondynka wzniosła oczy do góry i przypomniała sobie dawne chwile. Amy od zawsze chciała zostać modelką. Kiedy ukończyła piętnaście lat zaczęła uczęszczać na castingi. Marzyła o wielkiej karierze, teraz zapewne było tak samo.

- Błagam Cię, jej nie stać na dobre ciuchy – stwierdziła Kelly wywracając oczami i mierząc dziewczynę wzrokiem. Była ubrana zwyczajnie, nie miała żadnych markowych ciuchów.

- Idźmy na te zakupy – oznajmiła nagle Skylar – Podobno otwierają nowy sklep. Nie możemy tego przegapić.

Dziewczęta posłały sobie uśmiechy. W tym czasie w ich stronę szedł Timmy. Sky wstała i podbiegła zgrabnie w jego stronę. Pocałowała go namiętnie i zaczęła szeptać mu do ucha. Kątem oka patrzyła czy Thresh Everdeen zwrócił na nią uwagę. Specjalnie zatrzymała swojego chłopaka w tym miejscu, aby zwrócić uwagę nowego na swoją osobę. Mówiła głośno i wyraźnie do Timmy’ego, a on uśmiechał się do niej niegrzecznie, jeżdżąc rękami po jej udach. Wtedy zadzwonił dzwonek. Skylar westchnęła odrzucając włosy do tyłu.

- Pa kochanie, lecę na mecz – krzyknął jej chłopak, oddalając się w stronę boiska, ale blondynka miała to gdzieś. Ciemnowłosy chłopak pożegnał się z Amy i skierował się do główny drzwi.

- Chodźcie dziewczyny. Czas na trening! – wycedziła Skylar, cignąc za sobą przyjaciółki. Wiedziała, że teraz zrobi wszystko, aby ten chłopak wreszcie ją zauważył…

_____________________________
Niedługo dodam postacie drugoplanowe do zakładki "Bohaterowie"
Następna notka o Maxxim.

piątek, 3 maja 2013

Część 1 - Dominik

"To, jaki styl życia ludzie wybierają i w kim się zakochują, nigdy nie powinno być kwestionowane przez innych."
Sarah  Addison Allen (książka Słodki Zapach Brzoskwiń)   

Czarnowłosy szesnastolatek zarzucił plecak na ramię. Wziął książkę w rękę i jako ostatni wyszedł z klasy, na początku zmywając tablicę. Poszedł wolnym krokiem do szatni. Miał chichą nadzieję, że Ci trzej; Robert, Łukasz i Przemek, już poszli do domów. Wkroczył do pomieszczenia, które mieściło się w szkolnych piwnicach. Tak chyba było w każdej polskiej szkole. Podniósł swoją ciemny płaszcz, leżący na podłodze. Były na nim ślady stóp. Buty też jak zwykle się gdzieś zapodziały, więc musiał ich szukać przez następne 15 minut.
Westchnął ciężko i niespokojnie, stojąc przed budynkiem i rozglądając się. Była już następna lekcja, więc na placu było pusto. Skręcił na tyły, bo tam było wyjście. Nagle ktoś popchnął go do przodu. Ledwo utrzymał równowagę. Przycisnął książkę do piersi. Dobrze wiedział kto za nim stał. Robert. Wysoki szatyn o zielonych oczach, nie znający litości, ani współczucia. Z cienia wyszli także jego dwaj najlepsi kumple: Łukasz – rudy, brązowe oczy, postrach osiedla; oraz Przemek – niski blondyn o nieprzyjemnym wyrazie twarzy, który jednak potrafił dokopać.
Rudy pociągnął go do tyłu i szarpnął za koszulkę, zaś blondyn wyrwał książkę, wbijając paznokcie w miękką okładkę.
- I co emo - pedale? – zaśmiał się Robert, rzucając mu pełne nienawiści spojrzenie.
Gardził osobami nie potrafiącymi sobie radzić. Nie przegapiłby żadnej okazji aby móc poznęcać się nad innymi, a Łapiński był jego ulubioną zabawką i obiektem dręczenia.
- Puść mnie – powiedział, starając się zachować spokój Dominik; choć w środku piersi serce łomotało mu jak szalone – Zostaw mnie w spokoju.
Bał się komukolwiek powiedzieć o tym co się dzieję, prawie jak każdy nękany. Wtedy Robert mógłby zniszczyć do końca jego życie. Wiedział, że powinien to zgłosić, ale zawsze tchórzył.
- Pamiętnik Narkomanki? – zaśmiał się głupio Łukasz, podrzucając książkę – Co kochasiu, znalazłeś sobie lalunie w podobnej sytuacji? A może wolisz chłopców?
Dominik zadrżał kiedy jego plecak wylądował na ziemi i był kilkukrotnie kopany.
Wtedy, niespodziewanie kopnął trzymającego go napastnika w kolano i odepchnął go od siebie. Robert był w szoku, jednak szybko złapał chłopaka i uderzył z pięści w twarz, dając dodatkowo kilka kopnięć w brzuch. Szesnastolatek kulił się na asfalcie, trzymając ręce na brzuchu. Poczuł w ustach smak krwi, która ściekała również po jego policzku i czole. Przemek ostatni raz kopnął jego plecak, a potem odszedł razem z pozostałymi.
- Emo – frajer.
Czarnooki podniósł się dopiero po paru minutach, kiedy ból trochę ustąpił. Otrzepał się z kurzu. Pozbierał książki i pliki kartek do plecaka oraz podniósł Pamiętnik Narkomanki. Pogłaskał czule okładkę i starając się powstrzymać łzy, napływające do jego dużych, pięknych, czarnych oczu. Ruszył ku bramie, owijając się ręką wokół pasa.
                                                                                         *
Wieczorem, gdy jego rodzice wrócili do domu, zamknął się w pokoju, aby nie zobaczyli wielkiej, fioletowej plamy pod jego okiem, potocznie zwanej „śliwą”.
Pokój był dosyć skromny. Jednoosobowe łóżko, z czarnego drewna, szafa i biurko w podobnych kolorach. Na ścianach wisiały różne zdjęcia. Łapiński lubił fotografować przyrodę i ludzi. To sprawiało mu taką samą przyjemność jak obserwowania ich. Duże okno, a pod nim kozetka z czarnym okryciem i poduszkami. Za szybą było rozłożyste drzewo, którego nazwy nie znał, a potem ulica, którą musiał prawie codziennie pokonywać do szkoły. Nie miał złych ocen, był nienagannym uczniem, jednakże chodzenie do tego budynku, nie sprawiało mu najmniejszej przyjemności. Po co mu to, skoro nie ma przyjaciół, kolegów, zaś dręczycieli i nienawistnych nastolatków, którzy nie akceptują innych?
- Dominik! – krzyknęła jego mama, sekretarka w biurze – Obiad!
Chłopak zaniepokoił się. Podniósł koszulkę pod którą kryły się siniaki i opuchnięta skóra. Westchnął.
- Nie jestem głodny – odkrzyknął opuszczając koszulkę i zamykając czytaną lekturę.
- Chodź tu natychmiast. Mam zawołać ojca? – Czarnowłosy westchnął ponownie i zakładając bluzę podszedł do lustra.
Długą, czarną grzywką zakrył oko i zbiegł pod schodach na dół. Usiadł posłusznie przy stole, wbijając wzrok w talerz. Tymczasem pani Łapińska postawiła na stole późny obiad, czyli kurczaka, ziemniaki i surówkę. Dominik nalał sobie soku jabłkowego do szklanki i upił łyk. Wkrótce pojawił się również pan Łapiński, biznesmen. Jedli w spokoju, nie odzywając się do siebie. Szesnastolatek milczał, grzebiąc widelcem w ziemniakach. Matka zauważyła to i zaczęła.
- Synku, wszystko w porządku? Nic nie mówisz – pominęła fakt, że chłopak zawsze nie odzywa się podczas posiłków – Powinieneś się wybrać do fryzjera, jak ty wyglądasz?
Przejechała rękę po jego włosach, odgarniając grzywkę, na co czarnooki odskoczył jak oparzony. Na jego twarzy widniał brzydki, purpurowy siniec. Kobieta wstała i wzięła jego twarz w dłonie, mimo tego, że nastolatek się wyrywał, pokazując niechęć. Jej mąż również przerwał jedzenie. W końcu poddał się.
- Dominik, biłeś się? – spytała karcąco – Kto Ci to zrobił, powiedz a…
- Wpadłem na słup – odpowiedział, pierwszą rzecz, która wpadła mi do głowy. Dopiero po chwili uświadomił sobie jak głupio to brzmi.
- Znowu czytałeś książkę, idąc? – spytał jego ojciec niezadowolony, z fascynacji czytelniczej syna.
-  Tak jakby – skrzywił się. Od tego gwałtownego ruchu zaczęły boleć go rany na brzuchu.
- Uważaj bardziej, proszę – pani Łapińska pogłaskała go po ramieniu. Odsunął się i usiadł. Dokończyli obiad tak jak go zaczęli.
- Jutro musimy gdzieś iść synu. Nie będzie nas do 17:00.
Stojąc pod prysznicem, Dominik rozmyślał o jutrzejszym dniu. Czekały go dwa dni weekendu. Zaplanował, że w sobotę wyskoczy nad Wisłę, porobić zdjęcia. Może wyjdzie z tego ładny kolaż?
                                                                                         *
Następnego dnia,  ubrał się i zjadł szybkie śniadanie. Przejechał rękami po włosach i ku jego radości zobaczył w lustrze, że opuchlizna powoli zanika. Do torby zapakował aparat, butelkę wody mineralnej, gumę do żucia i (oczywiście) książkę. Włożył kaptur szarej bluzy na głowę.
Po wejściu do autobusu, skasował bilet i usiadł na wolnym miejscu. Po paru minutach jazdy usłyszał niemiłe komentarze na swój temat. Wbił wzrok w ziemię, starając się być opanowanym. Nagle usłyszał czyjś głos.
- Odczepcie się od niego. Nie macie nic lepszego do roboty? – uniósł głowę i przed sobą zobaczył dziewczynę o ciemnych – blond włosach, błękitnych oczach, małym nosie i ładnie wciętych ustach. Kiedy zauważyła, że na nią patrzy uśmiechnęła się przyjaźnie, puściła rurę, przy której utrzymywała równowagę i usiadła koło Dominika.
- Dzięki – powiedział szesnastolatek uśmiechając się nieśmiało.
- Nie ma sprawy. Nie przejmuj się nimi – popatrzyła na grupkę osób mniej więcej w ich wieku – Jestem Gabriela – powiedziała wystawiając swoją rękę.
- Dominik – uścisnął dłoń dziewczyny. Pierwszy raz tu ją widział.
- Jestem nowa w tej części miasta, przyjechałam z drugiego końca Warszawy – oznajmiła, jakby czytając mu w myślach.
- A teraz gdzie się wybierasz? – spytał.
- Do centrum. Muszę kupić prezent bratu, ma urodziny – westchnęła.
W ciągu czterdziestu pięciu minut sporo się o sobie dowiedzieli. Gabrysia dała mu swój numer telefonu. W końcu czarnowłosy musiał wysiąść. Pożegnał się z dziewczyną, na co ta tylko się uśmiechnęła i przytuliła go lekko. Czyżby nowa znajomość od wielu lat?
Spacerował brzegiem Wisły, tym od strony stadionu narodowego. Pogoda nie była idealna, jednak zdjęcia wychodziły bardzo ładne. Drzewa kołysały się na wietrze, szare i białe chmury przesuwały się po niebie. W Wiśle tworzyły się małe fale. Nastolatek przysiadł na jakimś kamieniu i wziął łyk wody z butelki, a potem przyłożył aparat do oka. Patrzył przez szybkę urządzenia, uśmiechając się sam do siebie. Nagle zatrzymał kursor aparatu na czyjejś sylwetce. Do tej pory myślał, że nikogo tu nie ma. Odsunął powoli sprzęt od twarzy, aby lepiej przyjrzeć się osobie.
To był chłopak. Stał tuż przy wodzie i wpatrywał się w dal. Miał kruczoczarne włosy, tej samej długości co Dominik. Blada cera, wyraźnie zarysowane kości policzkowe. Jego szczupła sylwetka ukryta była pod białymi jeans’ami i czerwonej bluzie. Usta miał zaciśnięte w wąską kreskę. Wyglądał jakby nad czymś głęboko rozmyślał.
Dominik był nim oczarowany. Podszedł bliżej i ukrył się w gąszczach. Nacisnął pstryczek aparatu. Nastąpił lekki błysk, a potem zdjęcie tajemniczego chłopaka wylądowało w aparacie szesnastolatka. Nagle on odwrócił się zaskoczony. Łapiński zaczerwienił się i schował ukradkiem aparat do torby.
- Hej – ciemnowłosy chłopak podszedł bliżej – Wszystko OK?
Dominik pokiwał twierdząco głową. Nie miał pojęcia dlaczego tak reagował.
- Co tu robisz? – spytał tamten. Nastolatek jakby nabrał pewności;
- Mógłbym spytać o to samo – Dominik uśmiechnął się do niego.
- Mam na imię Kuba – rzucił chłopak, a kąciki jego ust poszły w górę.
Potrząsnął głową, a czarna grzywka odsłoniła jego twarz. Teraz Dominik mógł zobaczyć jego niesamowicie niebieskie oczy, w których pewnie utonęłaby nie jedna dziewczyna. A może też chłopak?
___________________
Wkrótce notka o Skylar.
Napisz swoją opinie i co mogłabym poprawić (!)
Tekst pisany przy: Avril Lavigne - Why, Avril Lavigne - Here's To Never Growing Up, A Fine Frenzy - Almost Lover.